poniedziałek, 3 lipca 2017

Belgrad 2017

Jest to jedno z najstarszych miast Europy.
Belgrad znajduje się w północnej części środkowej Serbii, na wzgórzach w okolicy ujścia rzeki Sawy do Dunaju - udałyśmy się tam we cztery. 




.
Parasolki niedaleko ulicy Skadarliji. Klimatyczne miejsce z serbskimi specjałami. Można zjeść, posiedzieć chwilę, ochłodzić się - między parasolkami jest rozpylana w formie mgły zimna woda.

 Deptak Knez Mihailova, gwarno i tłumnie, mnóstwo restauracji, kawiarni, taka bogatsza część miasta - modnie ubrane dziewczyny, panowie w garniturach z drogimi zegarkami, popijający kawę przy laptopie, reszta kraju to odmienne obrazki.



 Spektakularna kolejka wąskotorowa Sarganska Ośmica (ósemka).Wąskotorówka zaraz po jej ukończeniu łączyła Belgrad i Sarajevo, przebijając się przez góry Tara aż 50 tunelami. W 1974 roku kolej została zamknięta i zdewastowana, zachowała się tylko niewielka jej część właśnie w okolicach Mokrej Góry. W latach 1997 – 1998 miejscowa ludność połączyła siły by reaktywować do celów turystycznych część Osmicy. W czasie nalotów NATO w okolicy stacjonowało serbskie wojsko, które pomogło udrożnić tory. I dzisiaj możemy się cieszyć chyba najbardziej widokową i zakręconą wąskotorówką w tej części Europy. Obecnie kolejka kursuje na trasie Mokra Góra – Sargan Vitasi, miejscowości w linii prostej oddalone są od siebie tylko o 3,5 km, ale kolejka musi pokonać 300 metrową różnicę poziomu i 13,5 km serpentyn tak zakręconych, że w jednym miejscu osiągają kształt cyfry 8. Niezliczoną ilość zakrętów uzupełniają 22 tunele i 10 mostów. Stacyjki i całą infrastruktura kolejowa jest tak dopieszczona, że człowiek czuję się jak by był figurką na makiecie kolejki PIKO. Niebawem trasa stanie się bardziej atrakcyjna bo na ukończeniu jest modernizacja torowiska na wschód od Mokrej Góry do miejscowości Visegrad w Bośni i Hercegowinie.








Film Emira Kusturicy – Życie jest cudem nagrywany był w Mokrej Górze, uroczej wiosce w górach Tara, jak i w jej okolicach. Powyżej Mokrej Góry na wzgórzu, na potrzeby filmu wybudowano drewniane miasteczko – Drevngrad.
Nasza kwatera niedaleko miejscowości Nowa Warosz

Na rzece Uvac znajdują się trzy zapory. Woda się rozlała, powstały nakrótkim odcinku trzy jeziora. Dzięki nim powstało niezwykłe miejsce.

Do najbardziej spektakularnych cudów natury Serbii należą wspaniałe meandry rzeki Uvac. Płynie ona przez Serbię oraz Bośnię i Hercegowinę, wyznaczając na odcinku 10 km granicę między tymi krajami. Skaliste brzegi i górzysty teren wokół nadają krajobrazowi niepowtarzalnego charakteru. Ten rezerwat przyrody leży w południowo-zachodniej części kraju pomiędzy górami Zlatibor i Zlatar. Uznawany jest przez wielu za najpiękniejsze miejsce w Serbii. Rzeka Uvac meandruje wśród wysokich wapiennych skał, w których nie brakuje jaskiń.

Rezerwat Uvac pokochają miłośnicy przyrody. W przejrzystych strumieniach rzeki żyje kilkanaście gatunków ryb, a nad głowami można śledzić loty ponad 100 gatunków ptaków, w tym rzadkiego sępa płowego i orłów.

Nie mogłyśmy trafić , aby obejrzeć ten cud natury. Pobładziłyśmy wsród wiosek serbskich. Serbowie są niezwykle gościnni, zapraszają na kawę, herbatę. Zagubione rozglądałyśmy się za jakąś wskazówką, aż nadjechał patrol policji. Trochę skonsternowane poprosiłyśmy o pomoc. Panowie policjanci nie tylko pokazali nam trasę do spektakularnego widoku, ale też  pomogli w załatwieniu kwatery na zbliżającą się noc. Byłyśmy wybrednymi turystkami- bo pasował nam tylko tani nocleg, gdzieś na obrzeżach miasta Nowa Warosz. Abyśmy się nie pogubiły, panowie policjanci eskortowali nas na miejsce. Jak przygoda, to przygoda.

wtorek, 9 maja 2017

Amsterdam 2017

Wiatraki, jak mogłoby ich zabraknąć. Znajdują się na obrzeżach miasta

Ogród Keukenhof. Czynny dwa miesiące w roku. Resztę roku projektuje się plany nasadzeń na następny sezon.

Wszystkie cebule kwiatów kwitną jednocześnie.



Ulubione buty Holendrów:)

Storczykarnia w Keukenhof





sobota, 8 października 2016

Macedonia 2016

St. Jovan Kaneo - jak dla mnie najpiękniej położony monastyr Macedonii

Monastyr J. Bigorski - wchodząc pod górę

Monastyr J.Bigorski wewnątrz
 To prawosławny klasztor położony ok. 25 km na północny wschód od miasta Debar w zachodniej Macedonii, należący do Macedońskiego Kościoła Prawosławnego. Leży na terenie parku narodowego Mavrovo. Cały zespół klasztorny "pachnie świeżyzną" - poza zabytkowym sercem niewielkim monastyrem wszystko zostało odbudowane po pożarze z 2009r.
 Największym skarbem monastyru są:
– drewniany ikonostas z XIXw. – dzięło braci Petera i Marka Filipovskich.Podobno nad tym ołtarzem artyści pracowali aż 12 lat – w orzechowym drewnie wyrzeźbili sceny z Nowego i Starego Testamentu – w ikonostasie można znaleść ponad 200 postaci zwierząt oraz 500 postaci ludzi.
– ikona św. Jana Chrzciciela – przedstwia postać Sw. Jana Chrzciela z trzema rękami, wierzy się, że ikona posiada cudowną moc – trzecia ręka służy do błogosławieństwa wiernych, szczególenie bezdzietnych 
– relikwie, w tym fragment kości św. Jana Chrzciciela
Klasztor położony jest w niezwykle malowniczym miejscu – w widokiem na góry stanowiące granicę macedońsko-albańską.

Monastyr Św. Naum


Prezydent Macedonii z popem rosyjskim - podobno spowiednikiem:) Putina. Jak widać romans kościoła z władzą nie jest tylko polską specjalnością. Panowie wizytują monastyr św. Klemensa będący w budowie, na wzgórzu Plaosnik

Widok z twierdzy  cara Samuela z X-XI wieku

Jezioro Ochrydzkie  o zachodzie słońca

Kanion Matka niedaleko Skopje

Główny plac Skopje z pomnikiem Aleksandra Wielkiego pochodzącego z Macedonii

piątek, 20 maja 2016

Polski ślub w Hiszpanii


Akcenty polskie obecne. Panna młoda ubrana w czerwone szpilki oraz białą sukienkę.
 Biało czerwone kwiaty we włosach.
Pan młody w czerwonym krawacie przy białej koszuli.

sobota, 6 lutego 2016

Bratysława 2016

Moja kolejna wyprawa to stolica Słowacji. 

W drodze do Bramy Michalskiej – budowla powstała około 1300 roku i jest jedyna zachowaną bramą miejską w Bratysławie.  Nazwa jej pochodzi od kościoła św. Michała.

Schöne Náci czyli Piękny Ignac stoi w eleganckim fraku przed ulubioną kawiarnią i kłania się przechodniom. To autentyczna, legendarna postać. Naprawdę nazywał się Ignac Lamar. Ten dobrotliwy elegant,  który nie miał grosza przy duszy, chodził po ulicach miasta, do wszystkich się uśmiechał i pozdrawiał. Zmarł w 1967 roku, więc starsi mieszkańcy miasta do dziś go pamiętają.

Najbardziej rozpoznawalną ikoną Bratysławy jest wychylający się ze studzienki kanalizacyjnej kanalarz Čumil.Ten dobry duch Bratysławy cieszy się wielką sympatią, zarówno mieszkańców miasta jak i turystów. Tym bardziej, że podobno przynosi szczęście – trzeba go tylko pogłaskać po głowie.

Legionista napoleoński oparty o ławkę,podsłuchująy zakochane parylub  przysłuchujący się rozmowom turystów.
Nie ma fotki zamku na wzgórzu, bo najlepsze wrażenie robią właśnie powyższe postaci rozmieszczone  na bratysławskiej Starówce.
W Bratysławie czułam się swojsko.

sobota, 10 października 2015

Montenegro 2015

Boka Kotorska - ciepły fiord nad Adriatykiem. Wpływają do niego kilkunastopiętrowe wycieczkowce. Widok z twierdzy nad miastem Kotor.
Espresso nad Adriatykiem. Codziennie rano chodziłam na kawę (pyszną) i napawałam oczy uroda miejsca. Cicho, leniwie, olśniewająco pięknie.

Jeśli ktoś oglądał "Mamma Mia" - to przypomni sobie kościółek, w którym miała brać ślub młoda bohaterka. Jest to maleńka wyspa przy Petrovacu.

Bohaterski przelot nad wąwozem Tary. Jest to najgłębszy w Europie i jeden z najgłębszych na świecie kanion.  Między brzegami kanionu o głębokości  tysiąca trzystu metrów  rozpięta jest lina, po której zjeżdża śmiałek ze zdjęcia poniżej.

Święty Stefan zwany wyspą milionerów. Plotka głosi, że wysepka została wydzierżawiona przez bogatych Rosjan na trzydzieści lat. Aby po niej pochodzić należy zamówić kolację, dostaje się wtedy zaproszenie na podstawie którego mozna wejść na jej teren.
Jezioro Szkoderskie

Monastyr Ostrog

Rijeka CrnojevićaRealizuję swój plan obejrzenia wszystkich stolic europejskich. Tym razem trafiło na Podgoricę - stolicę Czarnogóry. Zgodnie z ostrzeżeniami znajomych, w stolicy nie ma co oglądać. Natomiast reszta kraju poza nią to bajka

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Ryga -Łotwa

Dom Bractwa Czarnogłowych z początku XVI w
 Ryga, stolica Łotwy i największe miasto krajów nadbałtyckich.
Dawna legenda głosi, że co roku z Dźwiny wynurza się karzeł i pyta: Czy Ryga już została zbudowana? Odpowiedź ponoć brzmi: Jeszcze nie. Bo gdyby ktoś odpowiedział, że Ryga już zbudowana, musiałaby utonąć w Dźwinie, ze wszystkimi domami i kamieniami.

Największy rozkwit miasta miał miejsce, gdy należąc do Gildi, Hanzy kontrolowała wraz z innymi stowarzyszonymi miastami, handel między wschodnią a zachodnią Europą.
Gildia (niem. Gilde – związek); także konfraternia (z łac. współbractwo) – w średniowiecznej Europie stowarzyszenie o charakterze obronnym, religijnym lub towarzyskim.
W XI w. kupiectwo stało się najbogatszą warstwą miejskiej społeczności. Wobec dużego zagrożenia, jakie stanowiły na drogach bandy rabusiów, kupcy organizowali się w gildie, wspólnie ponosząc koszty organizowania podróży i gromadzenia towarów, dzięki czemu rozkładało się ryzyko związane z handlem.
Nazwą tą określano w północnej Europie także cechy rzemieślnicze. Polska nazwa „giełda” pochodzi od dolnoniemieckiego słowa „die Gilde” ta ze staro skandynawskiego gildi – oznaczająca zebranie, stowarzyszenie, następnie cech rzemieślniczy (za
Wikipedią)

Nocna wystawa sklepu z suwenirami

Także w Rydze na mostku zakochane pary "zakluczają" swe uczucia.

Jedyna zachowana baszta zamku ryskiego.  Rigas pils czyli XIV-wieczny zamek ryski, wielokrotnie przebudowywany, z czterema basztami, z których do dziś zachowała się jedna. Przez wiele lat pełnił on rolę siedziby rosyjskich władz gubernialnych oraz był pałacem prezydenckim w okresie między wojnami światowymi (za Wikipedią)

Hale targowe w Rydze (największy targ w czwartki  - za hotelową recepcjonistką ).
Do funkcji handlowej wykorzystano cztery dawne niemieckie hangary lotnicze służące przed I wojną światową do przechowywania sterowców.
Budynek powstał w 1930 roku i w owym czasie był największym takim obiektem na świecie o powierzchni 15000 metrów kwadratowych. Dzisiaj sprzedawcy, zwłaszcza warzyw i owoców oblegają już także zaplecze targowiska. Właściwe hale podzielono na sektory w których sprzedawane są różne produkty.
Tu można tanio zjeść obiad, a także napić się najlepszego na świecie kwasu chlebowego - nalewanego z beczek jak piwo - hala najbliżej rzeki Dźwiny (Daugavy).
Byłam akurat w czwartek i na placu wokół targowiska królowała woda brzozowa (w sensie sok z brzozy).
Dwulitrowa butelka za 1,5 eur, to oczywiście była gratka dla mnie.

Największym zaskoczeniem dla mnie w Rydze był jednak rozmiar rzeki Dźwiny.
Jest ona ogromna - dopiero widząc uświadomiłam sobie, co to znaczy druga rzeka pod względem wielkości uchodząca do Bałtyku.
Pewnie ze trzy razy szersza niż Wisła w Warszawie i o wiele głębsza.

Jeśli ktoś byłby w Rydze, to polecam wizytę w  barze Skyline w hotelu Radisson na 16 piętrze(300m od Pomnika Wolności).  Można podziwiać z wysoka cudną panoramę całego miasta, Wjeżdża się zewnętrzną przeszkloną windą.
Bardzo klimatycznie.

sobota, 24 stycznia 2015

Święte procedury

Mam w swoim najbliższym otoczeniu dwie ciężko chore, bliskie osoby.

Chorzy są trudni.
Zapatrzeni w siebie, swoje cierpienie, egoistyczni.
Zbuntowani, targujący się z życiem, smutni. Mają do tych uczuć prawo.
Przebywam z nimi choćby wożąc do szpitala na zbiegi, badania. Czasem czuję jakby cała energia ze mnie uszła. Przychodzi mi takie porównanie - jakby ci chorzy ściągali ze mnie siły.
Może choroby mają taki wpływ na otoczenie?

No i służba zdrowia...
 Sam system pracy  rejestracji w szpitalu jest wyczerpujący dla chorych. Nawet dla zdrowego człowieka.
Każdy tam pracuje, jakby był oddzielnym elementem.
Choć  młodzi ludzie się starają - to nie widać, aby placówka stanowiła zespół ludzi, chcących ulżyć choremu.
Podstawowe rzeczy.
Ktoś, kto pracuje w systemie doskonale wie, jakie wymagania są przy różnych zabiegach.
Nie mogę pojąć dlaczego 80letnich schorowanych ludzi ciąga się po raz kolejny.
I kolejny
I kolejny, bo znowu nie ma jakiegoś papierka.
Czy tak trudno temu schorowanemu człowiekowi tak wyjaśnić, aby nie miał wątpliwości i załatwił wszystko za jednym zamachem?
Trudno pani w rejestracji dopytać się czegoś?
Trudno  podać numer telefonu?
Często proszę aby tłumaczono mi jak chłopu na miedzy.
Topornie i w sposób oczywisty. Nie zależy mi na tym, co też sobie o mnie kto pomyśli.
Jak jadę z kimś coś załatwić - to ma być załatwione.
Przypomina to niestety wyszarpywanie z gardła (przecież wszystko jest tak oczywiste, że nie ma o czym mówić).
Dla kogo oczywiste, dla tego oczywiste.

wtorek, 30 grudnia 2014

Zakochałam się - najpiękniejszy widok świata.

http://www.lasy.gov.pl/informacje/kampanie_i_akcje/zubryonline



To widok polany w Puszczy Białowieskiej  emitowany przez Lasy Państwowe na żywo.

Przyznaję bez bicia, że wchodzę oglądać co się dzieje kiedy tylko mogę:)

Żubry, dziki, sikorki...
Zachwycam się.
Już snuję domysły czy przychodzą wciąż te same zwierzęta, czy też różne grupy?

Jak dla mnie namiastka raju.


Wszystkim zaglądającym czytelnikom życzę:
Wspaniałego 2015 roku.
Aby naszym udziałem stała się nasza własna  namiastka raju.
Do siego 2015 roku.

wtorek, 9 grudnia 2014

Milczenie

Coraz dosadniej odkrywam jak ogromne znaczenie ma dobór  wypowiadanych słów.

Uświadamiam sobie znaczenie milczenia.

Milczeć aby wsłuchać się w innego.

Aby dowiedzieć się czegoś więcej niż to, co już wiem.
Po co?

Wydaje mi się to fascynujące.

środa, 19 listopada 2014

Wybory - wyciągamy wnioski za włoski.

Z punktu widzenia osoby zasiadającej w komisji, nie wydaje mi się aby ktoś celowo sfałszował wybory.
Po zliczeniu głosów, powstaje protokół w 3 egzemplarzach.

 Jeden od razu powieszono w widocznym miejscu w punkcie oddawania głosów.

Drugi dotarł do nas i na jego podstawie wprowadzono dane do systemu.

 Trzeci, razem z kartami wyborczymi pojechał do wglądu dla komisarza wyborczego.
 Poza tym, wyniki wyborów od razu znalazły się na nośniku elektronicznym i zabezpieczono go.

Zastanawiałam się, gdzie ewentualnie mogłaby znaleźć się dziura, nieszczelność. Jedyne co przychodzi mi do głowy - to przezroczysta urna i kamery obserwujące - do wglądu w domach wyborców - powinny ją uszczelnić. Oczywiście - hakerzy mogą też mogą szkodzić.

Jednak wszystkie głosy liczą ludzie.
 W skład komisji wchodzą przedstawiciele różnych komitetów, rywalizujących ze sobą i trudno ich podejrzewać o wspólne mataczenie. Do tego wszystkiego, obecni są obserwatorzy- mężowie zaufania - patrzą oni na ręce komisji.
Trudno byłoby zakombinować na wielką skalę.
 Jak dla mnie jest to mało prawdopodobne.

Całe zamieszanie jakie wynikło z wyborami do sejmików - oczywiście wiąże się z realizacją pomysłu z książeczkami. Sama głosując w pewnym momencie wpadłam w panikę - czy dobrze zagłosowałam - bo może mogę więcej.
 Rzeczywiście logicznym byłoby powtórzenie wyborów tylko do sejmików, choćby przy okazji wyborów prezydenckich.
 Czyja to wina?
Trudno powiedzieć.
Na pewno istnieją ludzie, cały czas obracający się w polityce, którzy wiedzą z doświadczenia różne rzeczy. Np. co może wyniknąć z takiej formy organizacji głosowania - zwłaszcza, że 4 lata temu w województwie mazowieckim też były książeczki i 30% nieważnych kart.

Może ci ludzie byli leniwi, może nie chcieli narażać się komisarzom wyborczym?
 Może myśleli: jakoś to będzie?

 Taka polska, swojska bylejakość.
 Pięta Achillesowa.

Bo u nas nikt nie nagradza za solidne, porządne wykonywanie obowiązków, za własne zdanie, logiczne myślenie.

Tylko za dyspozycyjność, służalczość i podległość, podporządkowanie.

Nie podoba mi się ta awantura, podważanie wiarygodności tylu, tak ciężko pracujących ludzi liczących (w niektórych miejscach) do tej pory głosy.

 Wolałabym aby nastąpiły słuszne, ale bardziej powściągliwe reakcje na zaistniałą sytuację.

Wybory końcówka 2

Wczoraj przed 17 tą zafiniszowaliśmy z komisją wyborczą.
Mam nadzieję, że Komisarz wyborczy przyjmie sprawozdanie z prac komisji i nastąpi koniec.

 Oczywiście wszyscy członkowie komisji pracują zawodowo.

Kolidowało to z opóźniającymi się pracami przy wyborach samorządowych.
Zostałyśmy jednak upomniane przez komisarza, że przystępując do prac, podpisałyśmy glejt, że zobowiązujemy się wziąć nawet 5 dni urlopu, aby uczestniczyć i wywiązać się z podjętej pracy.

No i koniec dyskusji.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Wybory - końcówka

Do domu dotarłam o 8 rano.
Tylko dlatego, że zawiesił się centralny system komputerowy PKW
Komisarz wyborczy zarządził przerwę do 15 -stej.
Teraz, po nieprzespanej nocy jestem w pracy (piszę w przerwie) .
O pietnastej wracam spowrotem do miejskiej komisji.
Nie spłynęły dane do 9 rano z jednego obwodu wyborczego.
Wszystko to będziemy uzupełniać po południu.

wtorek, 11 listopada 2014

Listopadowy zbiór

Odkąd zaczęły się poziomki miałam dylemat?
Czyje one są? Kto może je zjadać?
Ja pielę, podlewam, użyźniam ziemię - a tu przychodzi taki ślimok(ak), wyżera owoc - a dla mnie zostają resztki.
 Co z takimi ślimakami zrobić (aby samemu pojeść owoce)?
Rozsypywałam skorupki jajek - słaby efekt.
Zebrałam więc całe to towarzystwo ślimacze i wyniosłam na drogę - niech idą w świat.
Proszę więc - oto mój późnojesienny zbiór.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Wybory 2014 (3)

Mniej więcej w połowie października odbyło się losowanie numerów list komitetów, oraz składu obwodowych komisji wyborczych.
Losowanie było jawne, kto chciał mógł przyglądać się przebiegowi - i parę osób obserwujących było.
Aby uniknąć jakichkolwiek podejrzeń, do wszystkich losowań używano nowych, świeżych materiałów.
 
Pierwsze z nich odbyło się szybko. Jeśli zaś chodzi o skład obwodowych  komisji (drugie losowanie)  - to już trochę potrwało. Komitety zgłosiły dużo kandydatów - połowę należało odsiać.
Byłam, uczestniczyłam, pracowałam, obserwowałam.
Wraz nie mogę pojąć jak to się stało, że pewne małżeństwo -  mało popularne wśród społeczności - zostało wylosowane   - on do jednej komisji, ona do kolejnej.
To się nazywa szczęście? los?,
Gdyby mnie nie było przy losowaniu - tobym się zastanawiała. No cóż.
Los to los.

W tej chwili pracy specjalnie nia ma, choć dyżury dalej są - na wypadek zdarzeń losowych, wypadków wśród kandydatów.
Panuje spokój.

W moim okręgu wyborczym niektórzy kandydaci na radnych chodzą z wizytą z własnymi ulotkami i rozmawiają ze swoimi ewentualnymi wyborcami. Przedstawiają swoje postulaty, zachęcają do pójścia na wybory. Można ich poznać, porozmawiać.
W mieście pełno plakatów wyborczych. Zdarzają się sytuacje: zrywanie plakatów konkurencji, ewentualnie naklejanie swojego na powieszonych wcześniej.
 Nikt jednak oficjalnie nie zgłosił skargi do nas.

Jak będzie dalej - to się okaże.

poniedziałek, 13 października 2014

Zniknięcie bloga

To nie było za siedmioma górami, rzekami.
Było tu...
Zauważyłam bardzo wysoką aktywność na moim blogu. Sześć razy większą niż zwykle, ale poza oficjalnym licznikiem - licznik wyświetlający się na stronie, tego nie odnotował.
Zaintrygowana postanowiłam dociec - cóż to za nowych wielbicieli z Rosji mam?
Wyklikałam parę interesujących informacji, klikam dalej.
Kliknęłam, błyskawicznie dotarło do mnie, że nie powinnam tego robić. Pozamykałam wszystko.
Za jakiś czas otwieram - wywalił się cały system.
Odłączyłam internet i czekam co się będzie działo.
Oczywiście rzuciłam parę dosadnych epitetów we własnym kierunku.
Czekam.
Pomiędliło, pomiędliło i otrzymałam komunikat, że system Windows nie jest w stanie naprawić błędów.
Kaplica.

Odłączyłam wszystko na noc. Rano zaglądam (bez uruchamiania internetu) - Windows się odpalił.
Z informacją, że działa na pół gwizdka.
Lepsze pół gwizdka niż nic.
Wyłączyłam ponownie - tym razem na dobę.
Wczoraj odpaliłam - działa - wolno - ale...
Odpalam swojego bloga - a tu niespodzianka - nie ma takiego bloga.
Jak to nie ma, jak jest.
Uruchamiam ponownie - ten sam komunikat.
Wywaliło mi bloga z blogosfery.
To ci, ruski specjalista...
Nu pagadzi - pomyślałam.
Dumał, nie dumał - cariom nie budziesz...
Pomyślałam o pomocy, od osoby gramotniejszej niż ja.
Oglądam sobie jednak, oglądam. Odpalam nie istniejący blog - nic.
Pojawił się jednak komunikat od Google - czy usunąłeś swój blog przypadkiem?

W ogóle nie usuwałam swojego bloga..., ale niech będzie, że przypadkiem.
Machina poszła w ruch i i proszę - nowy wpis się smaruje...

Muszę się przyznać, że przyszło mi do głowy - aby nic nie robić.
Jakże można jednak tak niegrzecznie postąpić wobec swoich obserwujących.
Poza tym...
Lubię Rosjan, ale
 żaden ruski (mała litera specjalnie - z braku szacunku do takich działań) nie będzie mi dyktował czy mam mieć bloga, czy też nie.

środa, 8 października 2014

Wybory 2014 (2) strategie Komitetów

Czas natężonej pracy na razie minął.

Zauważyłam pewną różnicę w postępowaniu Pełnomocników Komitetów Wyborczych w zależności od posiadanego doświadczenia.
I tak...
Śnieżynki, niepewne tego - co, jak, gdzie kiedy - przyniosły dokumenty najwcześniej.
Nie kryły się również z ambicjami dotyczącymi najwyższych funkcji - papiery zostały hurtem złożone wszystkie.
 Opozycja w stosunku do aktualnej władzy - dostarczyła papiery w przeddzień końca - słabo oponując na postawione pytanie - czy będą wystawiać kandydata na najwyższe stanowisko.
Zgłosili swoich kandydatów  w (połowa plus jeden) okręgów wyborczych.

 Władza aktualna ma kandydatów ze wszystkich możliwych okręgów wyborczych.  Przynieśli dokumenty późnym wieczorem ostatniego dnia.
Po tylu latach sprawowania władzy łatwo jest o poparcie - zwłaszcza, że etaty w jednostkach administracji, szkołach zależne są od Burmistrza.

Po przyjęciu dokumentów -  teraz będą one jeszcze raz gruntownie weryfikowane.
Sprawdza się np. podpisy poparcia - czy, co jest pokreślone - taki podpis uważa się za nieważny.
Niepełny adres, wiek, osoba spoza terenu - to wszystko dyskwalifikuje podpis poparcia kandydata na radnego
Spisuje się protokoły ile było odrzuconych podpisów i z jakiej przyczyny.
Rozpoczęła się więc żmudna, zwykła robota.

Następny mój dyżur wypada w przyszłym tygodniu -mam nadzieję, że dziewczyny uporają się z większością pracy:DDD

poniedziałek, 6 października 2014

Wybory 2014 (1)

Na nic zdał się komputer.
Trzeba przeglądać przyniesione dokumenty w poszukiwaniu usterek prawnych i na bieżąco wystawiać kwit.
Praktycznie przez 6 godzin miałyśmy zajęcie.
Nic nie da się przyspieszyć.
Muszę przyznać, że trochę mnie to wyczerpało.
Podobno mamy już większość, więc nie wpadam w popłoch przed jutrzejszym dniem.
Coraz większej wprawy nabieram w wychwytywaniu nieścisłości.

Nie jest to jednak jałowe siedzenia na dyżurze jak wcześniej myślałam.

niedziela, 5 października 2014

Wybory 2014

Jak na osobę zaangażowaną społecznie przystało, zgłosiłam swój akces do Miejskiej Komisji Wyborczej.
Zostałam przyjęta.
Jutro i pojutrze mam dyżur. Pojutrze jest pierwszy deadline  (jak dla mnie) tych wyborów.
Z tego co się zorientowałam będzie mnóstwo pracy, bo na razie jest zarejestrowanych 8 osób na 70.
Każdemu trzeba wystawić kwit, że został zarejestrowany (na szczęście jest chociaż ksero - aby zrobić kopię dla nas).
Dziewczyny na razie robią to ręcznie.
A ja jestem leń.
Można by użyć nawet bardziej dosadnego określenia.
Zamierzam zabrać komputer i ewentualnie opracować jakiś w miarę uniwersalny druk spełniający wymogi.
Może jestem zarozumiała?
Muszę najpierw sprawdzić czy nie ma aktywnych druków w PKW.
Byłoby cudnie, choć nie wiadomo jakim sprzętem dysponuje gmina i czy możliwe jest korzystanie z udogodnień tego typu?
 Pożyjemy, zobaczymy.

sobota, 4 października 2014

Tbilisi, Batumi, Kazbek - wędrówki po Gruzji

Sobór Trójcy Świętej w Tbilisi
Aby wyobrazić sobie jak wygląda dziś Tbilisi, należy cofnąć się w czasie o 100 lat.
Było to miasto bogate, rozwijające się, gdzie ludzie ścigali się na urodę swoich posesji, domów. Każdy chciał mieć piękniejszy.
Nadeszła Rewolucja Październikowa.Gruzję włączono do ZSRR. Właścicieli domów wypędzono. Piękne budynki znacjonalizowano. Zamieszkali w nich ludzie niepewni jutra, nie znający się na utrzymywaniu domu. Nie posiadający chęci ani sposobu, aby coś w nich robić. Stan ten trwał prawie 100 lat. Dopiero niedawno rząd gruziński uwłaszczył mieszkańców. Jak wygląda to miasto - nieremontowane od tylu lat?
Cóż - widok tych cudownych budynków w takiej ilości i takim stanie przyprawia o ból serca.
Do tego dochodzi brak infrastruktury turystycznej. Przygnębiające wrażenie.
Z innych ciekawostek...
Gruzini mają zwyczaj stawiać swe pojazdy na całym chodniku. Jak pada deszcz(a nas złapał), trzeba iść ulicą- wyprofilowaną jak przystało. Środkiem drogi jadą samochody, piesi brodzą w spływającej ze wzgórz wodzie idąc bokiem (chodniki robią za parking). 
Gruzja jest naprawdę biedna. Nie ma przemysłu.  
Jedyny zarobek to praca w rozwijającym się sektorze turystycznym (3-4 miesiące w roku), lub handlu. Młodzi ludzie emigrują za pracą.
W Gruzji urodziła się Stalin.
 Również Putin spędził tu dzieciństwo, a jego matka dalej tu przebywa (w skrajnie ubogich  warunkach). 
Jeśli chodzi o słynną gruzińską gościnność - to tylko o niej słyszeliśmy. Najtańsze wino w przeliczeniu na nasze kosztowało w sklepie 19zł - było białe wytrawne, bardzo dobre. Podobno -gdy kupuje się od ludzi - wtedy jest taniej - nic na ten temat nie mogę powiedzieć
Cminda Sameba – prawosławny klasztor położony niedaleko wioski Gergeti w północnej Gruzji, w pobliżu miasteczka Stepancminda. Wizytówka Gruzji. Kobiety obowiązkowo w spódnicy i chuście na głowę, inaczej zostaną wyproszone ze świątyni.



Jeden z uczestników wycieczki . Stoi on w pobliżu klasztoru Cminda Sameba W tle góra Kazbek (powyżej 5000m).


Jaskinia PrometeuszaPrzepiękna pieczara, pełna nacieków krasowych, z podziemną rzeką po której, przy odpowiednim poziomie wody,  pływa się  łódką
 Delfinarium w Batumi. Zachęcam do odwiedzenia.
Na zdjęciu faza końcowa przejażdżki trenera na nosach dwóch delfinów.