Po rocznej nieobecności do mojego ogrodu wróciły krety.
Zaszczyciły swą obecnością w ramach choinkowych prezentów:)
sobota, 12 grudnia 2009
piątek, 11 grudnia 2009
Herosi
Wybrałam się na targowisko.
Chodzę, patrzę - jakaś znajoma twarz. Zniszczona kobieta stoi przy swoich skrzynkach z jabłkami, pomidorami, ziemniakami, innymi sezonowymi produktami.
Przystanęłam.
Nie śmiem zapytać - jest bardzo podobna do osoby prowadzącej z mężem ileś czasu temu masarnię w której kupowałam mięso i wędliny do swojego sklepu.
Przecież tyle się mówi o kokosach jakie mają przedsiębiorcy. Wystarczy sięgnąć ręką.
Kupiłam jabłka, a ona zagadnęła . Poznała mnie również.
Od słowa do słowa ośmielając się w miarę rozmowy opowiedziała mi historię paru ostatnich lat.
Zanim dorobili się czegoś więcej, Sanepid zamknął im zakład - bo nie byli w stanie sprostać wymaganiom. Nie dostali kredytu.
Już w czasie prowadzenia masarni nie układało się im z mężem. Była inna kobieta.
Podzielili się więc domem, ponieważ mąż poszedł do tamtej, bohaterka opowiadania spłaciła jego część domu.
Zarabiała handlując na targowiskach, każdego dnia gdzie indziej.
Jej dzień pracy to: o 4 rano wyjazd na targowisko, tam do 12-13, później do domu coś przygotować, praca w polu- bo część produktów była z własnej działki, 18 wyjazd na giełdę warzywną po resztę towaru.
Latem jak mi mówiła właściwie nie zachodziła do domu.
No bo syn na studiach - trzeba pomóc, a i choroba się przyplątała - rak piersi.
Kursowała między szpitalem, targowiskiem, giełdą, domem.
Przecież nikt jej nic nie da.
Wsparcia żadnego nie miała, tylko należności do płacenia.
Teraz powoli zaczyna się układać. Z choroba przycichło, syn na swoim.
Żeby nie było za słodko - były rozpijaczony mąż wrócił do domu - wyrzuciła go kochanka jak skończyła się kasa.
Jak spłacała dom nie przyszło jej do głowy wziąć pokwitowania.
Jakoś jednak sobie radzi.
Zwykły szary człowiek.
Budzi sympatię moją p. M. Wojciechowska i inni globtroterzy.
Jednak gdy widzę jakich bohaterów próbuje się z nich wykreować, to przychodzi mi na myśl kobieta spotkana na targowisku.
Towarzyszy myśl, jak oni albo ja poradzilibyśmy sobie w podobnej sytuacji?
Chodzę, patrzę - jakaś znajoma twarz. Zniszczona kobieta stoi przy swoich skrzynkach z jabłkami, pomidorami, ziemniakami, innymi sezonowymi produktami.
Przystanęłam.
Nie śmiem zapytać - jest bardzo podobna do osoby prowadzącej z mężem ileś czasu temu masarnię w której kupowałam mięso i wędliny do swojego sklepu.
Przecież tyle się mówi o kokosach jakie mają przedsiębiorcy. Wystarczy sięgnąć ręką.
Kupiłam jabłka, a ona zagadnęła . Poznała mnie również.
Od słowa do słowa ośmielając się w miarę rozmowy opowiedziała mi historię paru ostatnich lat.
Zanim dorobili się czegoś więcej, Sanepid zamknął im zakład - bo nie byli w stanie sprostać wymaganiom. Nie dostali kredytu.
Już w czasie prowadzenia masarni nie układało się im z mężem. Była inna kobieta.
Podzielili się więc domem, ponieważ mąż poszedł do tamtej, bohaterka opowiadania spłaciła jego część domu.
Zarabiała handlując na targowiskach, każdego dnia gdzie indziej.
Jej dzień pracy to: o 4 rano wyjazd na targowisko, tam do 12-13, później do domu coś przygotować, praca w polu- bo część produktów była z własnej działki, 18 wyjazd na giełdę warzywną po resztę towaru.
Latem jak mi mówiła właściwie nie zachodziła do domu.
No bo syn na studiach - trzeba pomóc, a i choroba się przyplątała - rak piersi.
Kursowała między szpitalem, targowiskiem, giełdą, domem.
Przecież nikt jej nic nie da.
Wsparcia żadnego nie miała, tylko należności do płacenia.
Teraz powoli zaczyna się układać. Z choroba przycichło, syn na swoim.
Żeby nie było za słodko - były rozpijaczony mąż wrócił do domu - wyrzuciła go kochanka jak skończyła się kasa.
Jak spłacała dom nie przyszło jej do głowy wziąć pokwitowania.
Jakoś jednak sobie radzi.
Zwykły szary człowiek.
Budzi sympatię moją p. M. Wojciechowska i inni globtroterzy.
Jednak gdy widzę jakich bohaterów próbuje się z nich wykreować, to przychodzi mi na myśl kobieta spotkana na targowisku.
Towarzyszy myśl, jak oni albo ja poradzilibyśmy sobie w podobnej sytuacji?
sobota, 5 grudnia 2009
Mikołajki

Znalazłam takie wyjątkowe zdjęcie zrobione przez SAGNES80 w czasie podróży po Laosie.
Ponieważ zawsze mamy ochotę ponarzekać, popatrzmy chwilę na tych mniej obdarowanych przez los.
Nie po to aby nacieszyć się, że innym tak źle (dzieciaki wydają się szczęśliwe), tylko aby uświadomić sobie jak nam jest dobrze.
Gdybam również co by było gdybym to ja tam była?
Czy najpierw odpędziłabym dzieci od niewybuchów, czy też chwyciła za aparat robić fotki?
Interesujace
piątek, 4 grudnia 2009
Smak Wolności
Na pocieszenie kupiłam sobie słonecznik solony.
Jest obrzydliwy.
Czegoś gorszego chyba w życiu nie jadłam.
Tak sobie jem po ziarenku i rozmyślam.
Czy zawsze muszę jeść to co mi smakuje, ubierać się pięknie, sprawiać wrażenie, że mam niewyczerpane zasoby energii?
Nie muszę.
Jem więc okropny słonecznik(nie da się zjeść dużo) i rozgrzeszam się, że nie jestem zawsze zadbana, piękna, w cudownym humorze
- że jak ktoś pieprzy głupoty to mu w twarz to powiem
- że jak mam do czynienia z tymi podłymi, zadbanymi, pseudo oczytanymi, mającymi się nie wiadomo za co kobietami (och jak młodo wyglądam), to śmiało mogę się im zaśmiać w twarz
- że mam w nosie, co sobie inni pomyślą - niech sobie myślą co im tylko się zaśni
- że robię co chcę i kiedy chcę i nikomu nic do tego
Jem więc ten obrzydliwy słonecznik i czuję się wolna
Jest obrzydliwy.
Czegoś gorszego chyba w życiu nie jadłam.
Tak sobie jem po ziarenku i rozmyślam.
Czy zawsze muszę jeść to co mi smakuje, ubierać się pięknie, sprawiać wrażenie, że mam niewyczerpane zasoby energii?
Nie muszę.
Jem więc okropny słonecznik(nie da się zjeść dużo) i rozgrzeszam się, że nie jestem zawsze zadbana, piękna, w cudownym humorze
- że jak ktoś pieprzy głupoty to mu w twarz to powiem
- że jak mam do czynienia z tymi podłymi, zadbanymi, pseudo oczytanymi, mającymi się nie wiadomo za co kobietami (och jak młodo wyglądam), to śmiało mogę się im zaśmiać w twarz
- że mam w nosie, co sobie inni pomyślą - niech sobie myślą co im tylko się zaśni
- że robię co chcę i kiedy chcę i nikomu nic do tego
Jem więc ten obrzydliwy słonecznik i czuję się wolna
czwartek, 3 grudnia 2009
Sen
Czasem czuję się tak zmęczona, jakbym przez sto lat dźwigała ciężar ponad siły.
Leżę, brak mi sił i motywacji na cokolwiek. Nawet na słuchanie radia.
Najlepsza jest cisza.
Oczy czerwone jak u królika.
Taak,
jak nie usnę....
Nie ma mowy o niespaniu
Jutro też piękny dzień: będę mogła się wykazać
Niezawodny: kieliszek czegoś mocnego.
Idę wypić
Leżę, brak mi sił i motywacji na cokolwiek. Nawet na słuchanie radia.
Najlepsza jest cisza.
Oczy czerwone jak u królika.
Taak,
jak nie usnę....
Nie ma mowy o niespaniu
Jutro też piękny dzień: będę mogła się wykazać
Niezawodny: kieliszek czegoś mocnego.
Idę wypić
środa, 2 grudnia 2009
"Rewers" Borysa Lankosza :)
Byłam na paru filmach ostatnio.
Stwierdziłam, że na niektóre produkcje naprawdę szkoda mojego czasu.
Zdecydowałam nie kalać się oglądaniem romansowych superprodukcji - z przesłaniem: łatwo, przyjemnie a potem długo i szczęśliwie.
Niech inni na to chodzą.
Z wielką przyjemnością obejrzałam natomiast "Rewers".
Jestem zachwycona, niemalże oszołomiona aktorstwem p. Agaty Buzek
Film jest czarno biały w przeciwieństwie do losów głównej bohaterki.
Choć film traktuje o przeszłości, z łatwością można odnaleźć w nim to co nas boli współcześnie: problem niechcianego dziecka , które później nadaje swym istnieniem sens życia matce, oraz zasygnalizowany problem odmienności seksualnej nie mogącej odnaleźć się w kraju nad Wisłą.
Jak cieszę się, że nareszcie obejrzałam coś bliskiego prawdzie o tamtych czasach(tak myślę).
Bez heroizmu, zadęcia.
Są za to kompromisy, emocje sięgające granic wytrzymałości, bardzo trudne wybory, decyzje z którymi trzeba się zmierzyć i żyć z tym wszystkim.
Trochę śmieszno, trochę straszno.
Perypetie bohaterek trochę jak u Almodówara.
Świetny wywiad z p.Agatą Buzek można przeczytać w:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,7272133,Buzek_znaczy_Laknacy_slawy.html?as=6&ias=9&startsz=x
To świetny wywiad z aktorką - polecam
Film zdecydowanie warto zobaczyć.
Stwierdziłam, że na niektóre produkcje naprawdę szkoda mojego czasu.
Zdecydowałam nie kalać się oglądaniem romansowych superprodukcji - z przesłaniem: łatwo, przyjemnie a potem długo i szczęśliwie.
Niech inni na to chodzą.
Z wielką przyjemnością obejrzałam natomiast "Rewers".
Jestem zachwycona, niemalże oszołomiona aktorstwem p. Agaty Buzek
Film jest czarno biały w przeciwieństwie do losów głównej bohaterki.
Choć film traktuje o przeszłości, z łatwością można odnaleźć w nim to co nas boli współcześnie: problem niechcianego dziecka , które później nadaje swym istnieniem sens życia matce, oraz zasygnalizowany problem odmienności seksualnej nie mogącej odnaleźć się w kraju nad Wisłą.
Jak cieszę się, że nareszcie obejrzałam coś bliskiego prawdzie o tamtych czasach(tak myślę).
Bez heroizmu, zadęcia.
Są za to kompromisy, emocje sięgające granic wytrzymałości, bardzo trudne wybory, decyzje z którymi trzeba się zmierzyć i żyć z tym wszystkim.
Trochę śmieszno, trochę straszno.
Perypetie bohaterek trochę jak u Almodówara.
Świetny wywiad z p.Agatą Buzek można przeczytać w:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,7272133,Buzek_znaczy_Laknacy_slawy.html?as=6&ias=9&startsz=x
To świetny wywiad z aktorką - polecam
Film zdecydowanie warto zobaczyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)