wtorek, 6 lipca 2010

Moje wybory

Trudno decydować o jakości kandydatów na prezydenta.

Porównując jednak kandydatów:

Wolę człowieka z krwi i kości.

Ojca dbającego o rodzinę(a jedyna żona jest zdecydowanie atutem).
Zmagał się z trudami codzienności - musiał starać się i zabiegać o utrzymanie licznej rodziny - nie scedował problemów dnia codziennego na nikogo.

Nie uczynił swoim atutem braku wizyt poza granicami kraju - jacy zaściankowi potrafią być ludzie, którzy niczego nie widzieli i niczego nie przeżyli.

Nie wtłacza mnie w ramy XIX wiecznego patriotyzmu - gdzie tylko ofiara krwi się liczy, wszyscy obcy to wrogowie na pewno chcący wykorzystać nas i nasz kraj.

Jest wierzący, ale stara się utrzymać dystans między religią a sprawami świeckimi - lepiej więc będzie reprezentował mniejszość innej religii lub niewierzących.

Myślę, że jest nowocześniejszy.

Nie jest to kandydat moich marzeń.
Wad nie będę wyliczać, bo każdy może sam je dośpiewać.

Zaskoczona jestem wysokim wynikiem kontrkandydata.
Myślę, że na dobrą sprawę obaj wygrali, choć jeden będzie rządził.
Pan Kaczyński na pewno skuteczniejszy jest jako opozycja niż główny rozgrywający.
W moim odczuciu stało się najlepiej z możliwych.
Za silna jest pozycja przeciwników, aby można było ignorować ich sprzeciw.

Zdecydowanie PO lepiej poprowadzi Polskę w nowoczesność.
Poszarpywanie z tyłu dobrze im zrobi.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Sztuka za sztuką

Koleżanka przysłała mi zdjęcia ze mną w roli głównej.
Jakoś taka jestem dorodna, dobrze wyglądająca.
Poprawiłam się.
Chyba nawet zbyt dobrze wyglądam.
Przyszła chwila refleksji.
Za wszystko obwiniam pracę w sklepie.
5 miesięcy swoje robi(wcześniej stałam sporadycznie - urlopy pracownic, jakieś wolne).
Pieczywo wyborne, pachnące, samo pcha się do ust.
Cukierki - wyśmienite, do wyboru do koloru(za wszystko zapłaciłam, więc można degustować).
Jak tu się oprzeć?
Nie da się.
Tak sobie pozwalałam po sztuce, tzn sztuka za sztuką.
Ciekawe czy uda się mi zmizernieć i w jakim czasie(a wszystko dalej kusi).

Mam spotkanie rodzinne za miesiąc z ludźmi których bardzo lubię(ile to piosenek razem wyśpiewanych, głupich kawałów opowiedzianych, śmiechu i zabawy).

Będę miała motywację .

Cel i termin znane.

W sumie nie chciałabym, aby rozczarowali się moim widokiem za bardzo, choć jestem pewna, że zbędne kilogramy nie wpłyną na ich stosunek do mnie, ani mój do nich.

Do dzieła.
Trzeba się zachęcić.
Najbardziej inspirują jednak osoby, którym się udało - uśmiech w pewnym kierunku:)

czwartek, 1 lipca 2010

Kreacje

Kupiłam sobie dzisiaj piękną bluzkę. W myślach widziałam się w niej, podobałam się sobie i byłam bardzo zadowolona .
Odłożyłam, aby rozpocząć chodzenie z jakiejś szczególnej okazji.

Zadowolona z siebie spotkałam pewną panią ubraną w taki sam ciuch.
Nie lubię tej pani.
Za jej okrucieństwo, brak empatii(bo w takiej miejscowości jak moja, to wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą)
Zachowała się obcesowo i w pewnym sensie okrutnie wobec zrozpaczonej babci po stracie wnuczka.

Niby nic się nie zmieniło.
Na pewno jednak rzadko będę chodziła w kupionej rzeczy.
Dalej jest tak samo wdzięczna i dobrze mi w niej.
Nie lubię jednak już tego ciucha.

wtorek, 29 czerwca 2010

Butelka zwrotna

Wchodzi młody człowiek(ok 30), zaniedbany, brudny.
- Czy można oddać butelki po piwie?
- Można, ile?
- 8
Wydaję mu pieniądze i na zakończenie(pusty sklep), mówię: - masz się umyć.
Spojrzał "spode łba", poszedł.

Za godzinę wraca.

- Czy można oddać butelki?
- Jak się umyjesz to przyjmę.
- Umyję się

Zastanawiam się jak straszna się zrobiłam.
Klient nie może załatwić spokojnie swoich spraw, tylko musi się myć.
Bójcie się.

niedziela, 27 czerwca 2010

VIPy

Ponieważ rozpoczął się sezon festynów i różnych innych zabaw na powietrzu, w mojej miejscowości zorganizowano Dni Miasta.
Jak to zwykle bywa, rozpoczęły się mszą.
Siedzenia ustawione amfiteatralnie. Po lewej od sceny miejsca dla Vipów, czyli radnych, burmistrza itd.
W pierwszym rzędzie nikt nie ośmielił się zasiąść(takie skromne towarzystwo).
Miejsca pozajmowane od drugiego rzędu i dalej.
Msza się rozpoczęła.
Wszyscy skupieni.
Cichcem, między ludźmi przemyka się para miejscowych żuli.
Wypatrzyli wolne miejscówki i zasiedli w pierwszym rzędzie.
Wiernych tymczasem ogarnęły jakieś dziwne spazmatyczne zachowania.

środa, 23 czerwca 2010

Wizyta u fryzjera

Jak to zwykle u fryzjera bywa, spędzony tam czas to aktualizowanie najświeższych wiadomości.
Okazuje się, że w bliskiej nam okolicy kilka gimnazjalistek jest w ciąży.
Jest to skutek uboczny popularnej zabawy u młodzieży w tym wieku.
Zabawa nazywa się Słoneczko.
Polega na tym, że dziewczynki rozbierają się i kładą w kręgu nogami do środka.
Przychodzą koledzy i biorą je za koleją.

Zastanawiam się co na tym świecie robią jeszcze takie konserwatywne dinozaury jak ja?
Mnie to zwyczajnie nie mieści się w głowie.

wtorek, 22 czerwca 2010

Drepcąc ku szczęściu

Zastanawiam się ostatnio co sprawia, że ludzie są, czują się szczęśliwi?
Okazuje się, że poczucie szczęścia można sobie wypracować.
Nie sprawią to pieniądze, władza i tym podobne zabawki których tak łakniemy.
Sprawi to kontakt z drugim człowiekiem.
To, że dzięki temu będziemy czuć się potrzebni, akceptowani, podziwiani.
Będzie z kim wymienić poglądy, zainspirować się.
Przecież wszyscy w głębi duszy pragniemy tego jak wody na pustyni, a wciąż zachowujemy się jakby ten drugi miał nam tę wodę zabrać.
Takie pokrętne ścieżki ludzkich przekonań i mitów wewnątrz których przyszło żyć.
Musimy też polubić siebie.
Nic więcej.
Żadnych fajerwerków, ani włosiennic.
Można też sobie ułatwić zadanie stosując formuły opracowane przez psychologów, socjologów i innych specjalistów od relacji międzyludzkich.
Oto przykład:






Formuła szczęścia

- Każdego dnia spraw sobie jakiś prezent
- Zrób coś dla innych
- Okaż wdzięczność za doznane dobro
- Przynajmniej raz dziennie serdecznie się pośmiej
- Skróć o połowę czas spędzony przed telewizorem.
- Choć przez godzinę tygodniowo porozmawiaj z partnerem
- Zadzwoń do przyjaciela
- Uśmiechnij się do nieznajomego na ulicy
- Regularnie się gimnastykuj
- Posadź jakąś roślinę i dbaj o nią



Stąd ten Asnyk i ptaszek, co to posiedział na drzewie:)