Czterech do startu.
Zrobili dużo aby przejść. Uzyskali bardzo satysfakcjonujące wyniki, ale radnym został tylko jeden.
Zastanawiam się jak to się stało - jest najbardziej cichy i spokojny. Liderowi inspirującemu resztę z pasją i z kreatywnością taką jakiej każdy mógłby sobie życzyć, zabrakło 3 głosów.
Reszta uplasowała się też świetnie, ale poza poprzeczką.
To jest zadziwiające, bo przeszedł m. inn. muzyk, radny z esbecką przeszłością, stróż w szkole(z listy byłego a jednocześnie aktualnego burmistrza).
Rozejrzałam się jednak po radnych i stwierdzam, że jest parę osób świadomych, którzy mogą zabiegać o interes gminy.
A tymczasem:
poniedziałek, 22 listopada 2010
niedziela, 21 listopada 2010
Wybory samorzadowe - podsumowanie
Czas byłoby podsumować moje zaangażowanie w wybory.
Moimi faworytami było czterech wspaniałych mężczyzn z założonego przez nich niezależnego komitetu, kandydujących na radnych.
Mam nadzieję, że odniosą sukces wyborczy:)
To ludzie wyjątkowi.
Średnia wieku 35lat. Niezależni mężczyźni z wyższym wykształceniem: dwóch mgr inż.( ta moja słabość do inżynierów:)), jeden radca prawny, jeden mgr zarządzania.
Wszyscy po dobrych warszawskich szkołach wyższych.
Trzech muszkieterów i d'Artagnan :)
Zdarzyło mi się poznać ludzi z błyskiem w oku. Chce się z nimi przebywać. Jak wchodzą to wszyscy czują się na swoim miejscu a obecnym pod wpływem bijącego od nich optymizmu poprawia się nastrój.
Niewątpliwie zarażają pewnością siebie, a do tego są skłonni do żartów i lubią się śmiać.
Spontaniczni, przystępni, optymiści.
Śnię?
Bajdy opowiadam?
Czyż w innym przypadku tyle czasu poświeciłabym na blogu opisując wybory?
Stanowią zespół.
Plakaty, reklamówki wyborcze żadnego z nich nie faworyzowały.
Z tego co się orientuję, podzielili obszar potencjalnych wyborców na cztery rejony i chodzili od domu do domu aby przedstawić siebie i to co chcą dla gminy zrobić, solidarnie polecając wszystkich z zespołu.
Jak to możliwe?
Trzech z nich było zaangażowanych w pracę w skautingu europejskim.
To są tacy ludzie za którymi chce się iść: wykształceni, wiedzą czego chcą, przystojni(jeden jest strażakiem - ci panowie w mundurach:) ).
No cóż.
Ja ich miałam możliwość poznać. Bardzo się z tego cieszę, bo to znajomości z tych uskrzydlających. Mam nadzieję, że nie tylko mnie się spodobali.
Oczywiście dowiedziałam się jak oddać ważny głos i go oddałam.
Nawet jak tym razem nie przejdą, to cieszę się, że ich poznałam.
Czas pokaże co będzie dalej.
Tak przy okazji
W nosie mam to, że i te wybory chcą zawłaszczyć partie polityczne.
Glosowałam na SWOICH, a nie układy i układziki w partiach.
Moimi faworytami było czterech wspaniałych mężczyzn z założonego przez nich niezależnego komitetu, kandydujących na radnych.
Mam nadzieję, że odniosą sukces wyborczy:)
To ludzie wyjątkowi.
Średnia wieku 35lat. Niezależni mężczyźni z wyższym wykształceniem: dwóch mgr inż.( ta moja słabość do inżynierów:)), jeden radca prawny, jeden mgr zarządzania.
Wszyscy po dobrych warszawskich szkołach wyższych.
Trzech muszkieterów i d'Artagnan :)
Zdarzyło mi się poznać ludzi z błyskiem w oku. Chce się z nimi przebywać. Jak wchodzą to wszyscy czują się na swoim miejscu a obecnym pod wpływem bijącego od nich optymizmu poprawia się nastrój.
Niewątpliwie zarażają pewnością siebie, a do tego są skłonni do żartów i lubią się śmiać.
Spontaniczni, przystępni, optymiści.
Śnię?
Bajdy opowiadam?
Czyż w innym przypadku tyle czasu poświeciłabym na blogu opisując wybory?
Stanowią zespół.
Plakaty, reklamówki wyborcze żadnego z nich nie faworyzowały.
Z tego co się orientuję, podzielili obszar potencjalnych wyborców na cztery rejony i chodzili od domu do domu aby przedstawić siebie i to co chcą dla gminy zrobić, solidarnie polecając wszystkich z zespołu.
Jak to możliwe?
Trzech z nich było zaangażowanych w pracę w skautingu europejskim.
To są tacy ludzie za którymi chce się iść: wykształceni, wiedzą czego chcą, przystojni(jeden jest strażakiem - ci panowie w mundurach:) ).
No cóż.
Ja ich miałam możliwość poznać. Bardzo się z tego cieszę, bo to znajomości z tych uskrzydlających. Mam nadzieję, że nie tylko mnie się spodobali.
Oczywiście dowiedziałam się jak oddać ważny głos i go oddałam.
Nawet jak tym razem nie przejdą, to cieszę się, że ich poznałam.
Czas pokaże co będzie dalej.
Tak przy okazji
W nosie mam to, że i te wybory chcą zawłaszczyć partie polityczne.
Glosowałam na SWOICH, a nie układy i układziki w partiach.
piątek, 19 listopada 2010
Wybory samorządowe - ciekawostki II
Oto jeden z dowcipów premiera Włoch Silvio Berlusconiego dotyczący wyborów
"Po tym, jak trafiłem do nieba, załatwiłem sobie specjalną wizę do piekła, gdzie zobaczyłem piękne tańczące kobiety i nieustającą zabawę przy suto zastawionym stole. Dlatego poprosiłem o stałe przeniesienie do piekła.
Kiedy jednak dotarłem tam po raz drugi, spotkała mnie chłosta i ciosy od diabłów. Zapytałem: a gdzie kobiety, gdzie zastawiony stół?
Ależ - odpowiedział szatan - to był tylko spot wyborczy.
Pan powinien się na tym znać".
Wybory samorządowe mają wielki plus - w sprzyjających okolicznościach przejdzie znana nam osoba(np. na którą postawiliśmy).
Nie tak jak w prezydenckich, gdzie w zasadzie nie znamy osoby którą partia zaproponowała, a to co słyszymy w mediach, to może być spot wyborczy:)
Inaczej niż w wyborach na posłów i senatorów gdzie bez wzgledu ile jaki kandydat uzyska głosów, przechodzą pierwsi z listy wyborczej: liczy się więc układ w jakim znalazł się wybierany.
Z ciekawostek
Odkryłam zupełnie przypadkiem nowy sposób na fałszowanie wyborów:
Młodemu człowiekowi ktoś zaproponował pieniądze za rozdawanie ludziom lewych kart wyborczych(skreśla się głosy w odosobnieniu, więc można wrzucić więcej kartek niż jedną, a za nieobecnego ktoś podpisuje się).
Chłopak odmówił i rozgłosił sprawę.
A mnie tymczasem opadła szczęka z wrażenia
środa, 17 listopada 2010
Bestia ujarzmiona- Anny Bartuszek
Chciałam dziś opowiedzieć o przeczytanej książce.
Ponieważ jest to mój blog, a u siebie mogę wszystko...
Wspominając lektury takie jak "Madame Bovary"G.Flauberta, "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" M.V.Llosa, czy też "Alicja w krainie czarów" L.Carrolla, zastanawiam się jaka jest prawda o kobietach.
Z tych lektur wynikałoby, że bohaterki szukają czegoś więcej niż to, co oferuje im świat.
Dążą do wytyczonego celu błądząc, kalecząc się, raniąc siebie i bliskich. Towarzyszy im poczucie wiecznego niespełnienia.
Są zdeterminowane, odważne. Idą stanowczo pod prąd, wbrew utartym schematom społecznie akceptowanego zachowania. Wszystko stawiają na jednej szali - choćby miało skończyć się najgorszym.
To są postacie fikcyjne. Dzięki kreacji autora, zaistniały. Pewnie miał on jakieś wzorce które go fascynowały.
Taką osobą wyjątkową która może fascynować, jest autorka proponowanej dziś książki - Anna Bartuszek.
Ania choruje na SM

Brak zgody na to co ją spotyka, teatr jaki urządza innym współpracownikom aby nie połapali się, że może być coś z nią nie tak.
Determinacja z jaką najpierw zaprzecza istnieniu choroby oraz późniejsza stanowczość z jaką podejmuje walkę o pełną sprawność.


To książka pamiętnik .
Nie ma mydlenia oczu, lekkich i łatwych decyzji, i wypowiedzi.
Mamy tu trochę przemiany Alicji .
Wyjście ze świata młodych, pięknych, zdolnych, zdrowych - gdzie w zasadzie idziesz tam gdzie ktoś Cię pokieruje, do świata dojrzałych decyzji i podejmowania odpowiedzialności za jutro (bo musi ćwiczyć ze wszystkich sił aby odzyskać sprawność).
Na naszych oczach rodzi się kobieta silna, która sama chce decydować o swoim życiu.
Kobieta która chce się realizować i dąży do tego mimo wielkich ograniczeń. Nadzieja towarzyszy jej na przekór wszystkiemu, mimo, że kolejne lata z chorobą zmuszają do nieciekawych refleksji.
Żyje z pasją, na przekór, na złość. Z tych silnych emocji czerpie siłę do walki z chorobą.
Łączy w sobie skrajności: kruchość i siłę, uśmiech i łzy.
Bezkompromisowo dąży do celu. Łączy wolę walki, cierpliwość i wytrwałość.
Dla czytelnika jest to lekcja przede wszystkim dotycząca rozpoznawania objawów SM- u, choroby z która walczy Ania.
Lekcja również określania swoich celów, wytrwałości, cierpliwości oraz jednego z najważniejszych -świadomości, ze razem jest łatwiej.
Serdecznie polecam książkę do przeczytania.
To taki odpowiednik poradnika rozwoju osobistego w czasach najtrudniejszych, najcięższych.
Jak najbardziej osobistego
Tak odbieram książkę
Ponieważ jest to mój blog, a u siebie mogę wszystko...
Wspominając lektury takie jak "Madame Bovary"G.Flauberta, "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" M.V.Llosa, czy też "Alicja w krainie czarów" L.Carrolla, zastanawiam się jaka jest prawda o kobietach.
Z tych lektur wynikałoby, że bohaterki szukają czegoś więcej niż to, co oferuje im świat.
Dążą do wytyczonego celu błądząc, kalecząc się, raniąc siebie i bliskich. Towarzyszy im poczucie wiecznego niespełnienia.
Są zdeterminowane, odważne. Idą stanowczo pod prąd, wbrew utartym schematom społecznie akceptowanego zachowania. Wszystko stawiają na jednej szali - choćby miało skończyć się najgorszym.
To są postacie fikcyjne. Dzięki kreacji autora, zaistniały. Pewnie miał on jakieś wzorce które go fascynowały.
Taką osobą wyjątkową która może fascynować, jest autorka proponowanej dziś książki - Anna Bartuszek.
Ania choruje na SM

Brak zgody na to co ją spotyka, teatr jaki urządza innym współpracownikom aby nie połapali się, że może być coś z nią nie tak.
Determinacja z jaką najpierw zaprzecza istnieniu choroby oraz późniejsza stanowczość z jaką podejmuje walkę o pełną sprawność.


To książka pamiętnik .
Nie ma mydlenia oczu, lekkich i łatwych decyzji, i wypowiedzi.
Mamy tu trochę przemiany Alicji .
Wyjście ze świata młodych, pięknych, zdolnych, zdrowych - gdzie w zasadzie idziesz tam gdzie ktoś Cię pokieruje, do świata dojrzałych decyzji i podejmowania odpowiedzialności za jutro (bo musi ćwiczyć ze wszystkich sił aby odzyskać sprawność).
Na naszych oczach rodzi się kobieta silna, która sama chce decydować o swoim życiu.
Kobieta która chce się realizować i dąży do tego mimo wielkich ograniczeń. Nadzieja towarzyszy jej na przekór wszystkiemu, mimo, że kolejne lata z chorobą zmuszają do nieciekawych refleksji.
Żyje z pasją, na przekór, na złość. Z tych silnych emocji czerpie siłę do walki z chorobą.
Łączy w sobie skrajności: kruchość i siłę, uśmiech i łzy.
Bezkompromisowo dąży do celu. Łączy wolę walki, cierpliwość i wytrwałość.
Dla czytelnika jest to lekcja przede wszystkim dotycząca rozpoznawania objawów SM- u, choroby z która walczy Ania.
Lekcja również określania swoich celów, wytrwałości, cierpliwości oraz jednego z najważniejszych -świadomości, ze razem jest łatwiej.
Serdecznie polecam książkę do przeczytania.
To taki odpowiednik poradnika rozwoju osobistego w czasach najtrudniejszych, najcięższych.
Jak najbardziej osobistego
Tak odbieram książkę
niedziela, 14 listopada 2010
Jak sfałszować wybory?
Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam szef naszego klubu" -to mówił ja Jarząbek
Wyborco drogi
To ostatni tydzień kiedy możesz poczuć się jak szef klubu.
Korzystaj co sił:)
Co by tu zrobić, aby radnym został jedynie słuszny obywatel?
Sposoby takie jak przekupowanie idących do urn kiełbasą lub setką niestety odsuwają się w niebyt.
W związku z powyższym wszyscy szczęśliwi i zadowoleni po zagłosowaniu cierpliwie czekają jak też wypadnie ich wybranek.
Nie zdają sobie sprawy, że w mrocznej krainie deszczowców, po zamknięciu urn rozpoczynają się właściwe wybory.
W komisjach zwykle siedzą osoby w jakiś sposób związane z poprzednią władzą(choćby przez umowy o pracę).
Jak im zależy na zatrudnieniu, to w czasie liczenia głosów, osobom niewygodnym się te głosy psuje - np przez skreślenie dodatkowych kandydatów co skutkuje unieważnieniem głosu.
W statystykach wszystko się zgadza - ile osób było, ile zagłosowało(jak i czy dobrze to już inna sprawa).
Między zliczeniem głosów a podaniem do ogólnego systemu też można pod osłona nocy dużo zdziałać.
Zwykle najważniejsze osoby w gminie maja dostęp do pomieszczeń w których przechowywane są głosy. Jakie to stanowi pole do manewru dla zainteresowanych.
Są sposoby wyjścia z takich opresji, ale to co piszę jest zwykle lekceważone.
Oczywiście nie znam wszystkich możliwości wpływania na wynik.
Moim zdaniem jednak powinna być kadencyjność.
Wyborco drogi
To ostatni tydzień kiedy możesz poczuć się jak szef klubu.
Korzystaj co sił:)
Co by tu zrobić, aby radnym został jedynie słuszny obywatel?
Sposoby takie jak przekupowanie idących do urn kiełbasą lub setką niestety odsuwają się w niebyt.
W związku z powyższym wszyscy szczęśliwi i zadowoleni po zagłosowaniu cierpliwie czekają jak też wypadnie ich wybranek.
Nie zdają sobie sprawy, że w mrocznej krainie deszczowców, po zamknięciu urn rozpoczynają się właściwe wybory.
W komisjach zwykle siedzą osoby w jakiś sposób związane z poprzednią władzą(choćby przez umowy o pracę).
Jak im zależy na zatrudnieniu, to w czasie liczenia głosów, osobom niewygodnym się te głosy psuje - np przez skreślenie dodatkowych kandydatów co skutkuje unieważnieniem głosu.
W statystykach wszystko się zgadza - ile osób było, ile zagłosowało(jak i czy dobrze to już inna sprawa).
Między zliczeniem głosów a podaniem do ogólnego systemu też można pod osłona nocy dużo zdziałać.
Zwykle najważniejsze osoby w gminie maja dostęp do pomieszczeń w których przechowywane są głosy. Jakie to stanowi pole do manewru dla zainteresowanych.
Są sposoby wyjścia z takich opresji, ale to co piszę jest zwykle lekceważone.
Oczywiście nie znam wszystkich możliwości wpływania na wynik.
Moim zdaniem jednak powinna być kadencyjność.
piątek, 12 listopada 2010
środa, 10 listopada 2010
Ogrodnik
W moim ogrodzie rośnie brzoza i lipa.
Lipkę posadziłam sama, brzoza przyszła do mnie razem z rododendronem.
Rozsadziłam i jest już duża.
Ogród do wielkich nie należy, w związku z powyższym muszę coś zrobić z rosnącymi drzewami.
Zdecydowałam, że muszę je zdyscyplinować.
Brzoza jest dwupienna(jeden chcę usunąć), lipka sprawia wrażenie, że będzie wyjątkowo dorodnym drzewem.
Lipy się pięknie przycina. Muszę to zrobić.
Zabieram się do tego jak sójka za morze.
Cierpię jak myślę, że będę kaleczyć swoje piękne drzewka.
Odciągam więc realizację tego przedsięwzięcia bo nie mogę się zdecydować.
Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że moja działka jest za mała na takie wielkie drzewa.
Jak jeszcze trochę się opóźnię, będę musiała usunąć je całkowicie.
Na razie zdecydowałam, że zrobię to w lutym(może wtedy nie będą tak cierpieć).
Lipkę posadziłam sama, brzoza przyszła do mnie razem z rododendronem.
Rozsadziłam i jest już duża.
Ogród do wielkich nie należy, w związku z powyższym muszę coś zrobić z rosnącymi drzewami.
Zdecydowałam, że muszę je zdyscyplinować.
Brzoza jest dwupienna(jeden chcę usunąć), lipka sprawia wrażenie, że będzie wyjątkowo dorodnym drzewem.
Lipy się pięknie przycina. Muszę to zrobić.
Zabieram się do tego jak sójka za morze.
Cierpię jak myślę, że będę kaleczyć swoje piękne drzewka.
Odciągam więc realizację tego przedsięwzięcia bo nie mogę się zdecydować.
Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że moja działka jest za mała na takie wielkie drzewa.
Jak jeszcze trochę się opóźnię, będę musiała usunąć je całkowicie.
Na razie zdecydowałam, że zrobię to w lutym(może wtedy nie będą tak cierpieć).
Subskrybuj:
Posty (Atom)