Moja koleżanka, słynna kolekcjonerka interesujących powiedzonek, zasłynęła swego czasu z odpowiedzi jaką udzieliła człowiekowi w ciasnym pociągu:
" - Co się pani tak pcha na chama
- Przecież ja się na pana nie pcham."
Przyszła się pochwalić następną akcją:)
Zatrzymała ją straż miejska, za nieprawidłowe parkowanie.
Ochroniarz zwrócił się do niej z tekstem:
" - Ja pani pokażę.
na co ona:
- To jeszcze nie wyrosłeś?"
I nie doszłyśmy, co też chciał jej pokazać, choć dobre 15 min rozważałyśmy różne kwestie.
Obyło się bez mandatu:)
piątek, 30 kwietnia 2010
środa, 28 kwietnia 2010
Chcecie bajki, oto bajka
"Pewien rycerz zobaczył na rozstaju dróg drogowskaz - w prawo bogactwo, zwycięstwa, kobiety i szczęście nieustające; w lewo - porąbanie.
Już miał skręcić w prawo, lecz przyszła refleksja - wygrałem wiele turniejów, miałem wiele kobiet, jestem bogaty, szczęścia mi nie brakuje.
A może...
I tak zrobił, jak pomyślał - pojechał w lewo. Po jakimś czasie wyjechał z lasu nad rzekę i zobaczył potwornie okropnego smoka. Na szczęście wszystkie trzy smocze głowy piły wodę. Korzystając z okazji rycerz obciął jedną, gotując się do dalszej walki. Smok podniósł dwie pozostałe głowy i z wielkim zdziwieniem i wyrzutem w głosie zapytał:
- Porąbało cię? Wody napić się nie można?"
M.Skała - Psychologia zmiany
Ta bajka to mistrzostwo świata, i tylko dla niej warto było kupić książkę(niektórzy nie powinni brać się za pisanie)
Już miał skręcić w prawo, lecz przyszła refleksja - wygrałem wiele turniejów, miałem wiele kobiet, jestem bogaty, szczęścia mi nie brakuje.
A może...
I tak zrobił, jak pomyślał - pojechał w lewo. Po jakimś czasie wyjechał z lasu nad rzekę i zobaczył potwornie okropnego smoka. Na szczęście wszystkie trzy smocze głowy piły wodę. Korzystając z okazji rycerz obciął jedną, gotując się do dalszej walki. Smok podniósł dwie pozostałe głowy i z wielkim zdziwieniem i wyrzutem w głosie zapytał:
- Porąbało cię? Wody napić się nie można?"
M.Skała - Psychologia zmiany
Ta bajka to mistrzostwo świata, i tylko dla niej warto było kupić książkę(niektórzy nie powinni brać się za pisanie)
niedziela, 25 kwietnia 2010
Polowanie na urodę świata
Starczy popatrzeć na kwiaty:)
Mniszek zapylany przez pszczółkę(na dole)
Kwitnąca śliwka u sąsiadów -oczy pasę wciąż i nieustannie.
Szafirowe pole.
W pełni kwitnienia robi się niebiesko
Uparłam się jednak go przyłapać
Trudno powiedzieć, ale nie ma co czekać
Może kto wie jak się nazywa?
Możliwości
Czy warto jest pomagać innym, przebaczać, godzić zwaśnionych, czynić dobro?
Właśnie
Czy warto?
No bo po co?
Wysilać się.
Czas tracić
Przełamywać opór
Tłumaczyć odpornym na wiedzę
Wiara katolicka obiecuje nam niebo za dobre uczynki.
To tak mało określone, słabo zdefiniowane.
Czy istnieje coś takiego jak los?
Przecież napisane jest, że wszystkie włosy na głowie są zliczone, więc Bóg musi mieć względem nas jakiś plan.
Oglądałam kiedyś relację z pielgrzymki do Lhasy o długości ponad 1000km
Buddyjscy pielgrzymi podejmują trud w konkretnej intencji.
Miejsca tam są odludne, położone na dużych wysokościach.
To prawdziwie wydarzenie życia - trudno zaprowiantować się na 1000km
Pielgrzymowi pomagają miejscowi udzielając jałmużny w formie posiłku.
Takie pielgrzymowanie połączone jest z padaniem na ziemię co kilka kroków.
W oglądanej relacji trwała ona trzy miesiące.
Intencja?
W jakiej to intencji ten młody człowiek trudził się na granicy ludzkich możliwości, o głodzie i chłodzie?
Otóż chciał zyskać przebaczenie dla swojego ojca - gdyż ten zostawił żonę z małymi dziećmi(pielgrzym i jego siostra) i odszedł do innej kobiety.
Dla kogo chciał uzyskać to przebaczenie?
Dla ojca, aby Bóg go nie pokarał czymś?
Czy też dla siebie, siostry i matki aby uwolnić się wreszcie z bólu opuszczenia?
Odpowiedzi na to pytanie nie było.
Niewątpliwym jest jednak, że w buddyzmie można wpływać na swoje przeznaczenie (los) poprzez czynienie dobra. Jeśli zrobisz coś trudnego, dobrego, przełamiesz się - to twój los będzie lepszy.
Bardzo mi się ta teoria podoba.
Choć tak samo można w nią wierzyć lub nie - bo nie da się wydarzeń cofnąć.
To takie małe argumenty na czynienie wielkiego dobra.
Właśnie
Czy warto?
No bo po co?
Wysilać się.
Czas tracić
Przełamywać opór
Tłumaczyć odpornym na wiedzę
Wiara katolicka obiecuje nam niebo za dobre uczynki.
To tak mało określone, słabo zdefiniowane.
Czy istnieje coś takiego jak los?
Przecież napisane jest, że wszystkie włosy na głowie są zliczone, więc Bóg musi mieć względem nas jakiś plan.
Oglądałam kiedyś relację z pielgrzymki do Lhasy o długości ponad 1000km
Buddyjscy pielgrzymi podejmują trud w konkretnej intencji.
Miejsca tam są odludne, położone na dużych wysokościach.
To prawdziwie wydarzenie życia - trudno zaprowiantować się na 1000km
Pielgrzymowi pomagają miejscowi udzielając jałmużny w formie posiłku.
Takie pielgrzymowanie połączone jest z padaniem na ziemię co kilka kroków.
W oglądanej relacji trwała ona trzy miesiące.
Intencja?
W jakiej to intencji ten młody człowiek trudził się na granicy ludzkich możliwości, o głodzie i chłodzie?
Otóż chciał zyskać przebaczenie dla swojego ojca - gdyż ten zostawił żonę z małymi dziećmi(pielgrzym i jego siostra) i odszedł do innej kobiety.
Dla kogo chciał uzyskać to przebaczenie?
Dla ojca, aby Bóg go nie pokarał czymś?
Czy też dla siebie, siostry i matki aby uwolnić się wreszcie z bólu opuszczenia?
Odpowiedzi na to pytanie nie było.
Niewątpliwym jest jednak, że w buddyzmie można wpływać na swoje przeznaczenie (los) poprzez czynienie dobra. Jeśli zrobisz coś trudnego, dobrego, przełamiesz się - to twój los będzie lepszy.
Bardzo mi się ta teoria podoba.
Choć tak samo można w nią wierzyć lub nie - bo nie da się wydarzeń cofnąć.
To takie małe argumenty na czynienie wielkiego dobra.
sobota, 24 kwietnia 2010
czwartek, 22 kwietnia 2010
Porządki
Nie lubię sprzątać.
Nic tego nie zmieni.
Nie lubię też prasować.
Można żyć chodząc w nieuprasowanych rzeczach.
Nie da się jednak nie sprzątać.
Postanowiłam wymyślić jakiś fortel na samą siebie, aby cokolwiek zrobić:)
Pomysł jest prosty i zasadza się na mojej skłonności do sprzeciwiania się.
Przyznaję, bardzo lubię być kontra.
Dałam sobie pół godziny dziennie na porządki, i ani trochę dłużej.
Aby rozpocząć sprzątanie muszę się przymusić wszelakiej maści argumentami.
Pocieszam się, że tylko pół godziny:)
Okazało się, że to bardzo skuteczny fortel dla mnie.
Zdecydowanie mogę poświęcić pół godziny na robienie mniej lubianych czynności.
Planuję sobie co dziś i już po 15 minutach wściekam się sama na siebie, że mam tak mało czasu. Zwiększam tempo, kłócąc się sama ze sobą o zwiększenie limitu.
No bo przecież lubię być kontra:)
Szkoda, że wcześniej nie wpadłam na ten pomysł.
Nic tego nie zmieni.
Nie lubię też prasować.
Można żyć chodząc w nieuprasowanych rzeczach.
Nie da się jednak nie sprzątać.
Postanowiłam wymyślić jakiś fortel na samą siebie, aby cokolwiek zrobić:)
Pomysł jest prosty i zasadza się na mojej skłonności do sprzeciwiania się.
Przyznaję, bardzo lubię być kontra.
Dałam sobie pół godziny dziennie na porządki, i ani trochę dłużej.
Aby rozpocząć sprzątanie muszę się przymusić wszelakiej maści argumentami.
Pocieszam się, że tylko pół godziny:)
Okazało się, że to bardzo skuteczny fortel dla mnie.
Zdecydowanie mogę poświęcić pół godziny na robienie mniej lubianych czynności.
Planuję sobie co dziś i już po 15 minutach wściekam się sama na siebie, że mam tak mało czasu. Zwiększam tempo, kłócąc się sama ze sobą o zwiększenie limitu.
No bo przecież lubię być kontra:)
Szkoda, że wcześniej nie wpadłam na ten pomysł.
niedziela, 18 kwietnia 2010
Muzyka
Zachwycił mnie dobór i wykonanie muzyki w trakcie uroczystości pogrzebowych w Kościele Mariackim.
Pomyślałam sobie, że chciałabym to słyszeć na żywo.
Pozazdrościłam uczestnikom tej prawdziwej uczty dla uszu.
Przepięknie grano i śpiewano.
Dobrana muzyka niosła nadzieję i dobre emocje.
Jestem zachwycona.
Przekazywanie sobie znaku pokoju poprzez podawanie rąk nabrało u tak znamienitych gości wymiar symboliczny.
Budzi to mój optymizm i nadzieję
Królewskie miasto Kraków godnie pożegnało prezydenta
Pomyślałam sobie, że chciałabym to słyszeć na żywo.
Pozazdrościłam uczestnikom tej prawdziwej uczty dla uszu.
Przepięknie grano i śpiewano.
Dobrana muzyka niosła nadzieję i dobre emocje.
Jestem zachwycona.
Przekazywanie sobie znaku pokoju poprzez podawanie rąk nabrało u tak znamienitych gości wymiar symboliczny.
Budzi to mój optymizm i nadzieję
Królewskie miasto Kraków godnie pożegnało prezydenta
Subskrybuj:
Posty (Atom)