Z punktu widzenia osoby zasiadającej w komisji, nie wydaje mi się aby ktoś celowo sfałszował wybory.
Po zliczeniu głosów, powstaje protokół w 3 egzemplarzach.
Jeden od razu powieszono w widocznym miejscu w punkcie oddawania głosów.
Drugi dotarł do nas i na jego podstawie wprowadzono dane do systemu.
Trzeci, razem z kartami wyborczymi pojechał do wglądu dla komisarza wyborczego.
Poza tym, wyniki wyborów od razu znalazły się na nośniku elektronicznym i zabezpieczono go.
Zastanawiałam się, gdzie ewentualnie mogłaby znaleźć się dziura, nieszczelność.
Jedyne co przychodzi mi do głowy - to przezroczysta urna i kamery obserwujące - do wglądu w domach wyborców - powinny ją uszczelnić.
Oczywiście - hakerzy mogą też mogą szkodzić.
Jednak wszystkie głosy liczą ludzie.
W skład komisji wchodzą przedstawiciele różnych komitetów, rywalizujących ze sobą i trudno ich podejrzewać o wspólne mataczenie.
Do tego wszystkiego, obecni są obserwatorzy- mężowie zaufania - patrzą oni na ręce komisji.
Trudno byłoby zakombinować na wielką skalę.
Jak dla mnie jest to mało prawdopodobne.
Całe zamieszanie jakie wynikło z wyborami do sejmików - oczywiście wiąże się z realizacją pomysłu z książeczkami.
Sama głosując w pewnym momencie wpadłam w panikę - czy dobrze zagłosowałam - bo może mogę więcej.
Rzeczywiście logicznym byłoby powtórzenie wyborów tylko do sejmików, choćby przy okazji wyborów prezydenckich.
Czyja to wina?
Trudno powiedzieć.
Na pewno istnieją ludzie, cały czas obracający się w polityce, którzy wiedzą z doświadczenia różne rzeczy.
Np. co może wyniknąć z takiej formy organizacji głosowania - zwłaszcza, że 4 lata temu w województwie mazowieckim też były książeczki i 30% nieważnych kart.
Może ci ludzie byli leniwi, może nie chcieli narażać się komisarzom wyborczym?
Może myśleli: jakoś to będzie?
Taka polska, swojska bylejakość.
Pięta Achillesowa.
Bo u nas nikt nie nagradza za solidne, porządne wykonywanie obowiązków, za własne zdanie, logiczne myślenie.
Tylko za dyspozycyjność, służalczość i podległość, podporządkowanie.
Nie podoba mi się ta awantura, podważanie wiarygodności tylu, tak ciężko pracujących ludzi liczących (w niektórych miejscach) do tej pory głosy.
Wolałabym aby nastąpiły słuszne, ale bardziej powściągliwe reakcje na zaistniałą sytuację.
środa, 19 listopada 2014
Wybory końcówka 2
Wczoraj przed 17 tą zafiniszowaliśmy z komisją wyborczą.
Mam nadzieję, że Komisarz wyborczy przyjmie sprawozdanie z prac komisji i nastąpi koniec.
Oczywiście wszyscy członkowie komisji pracują zawodowo.
Kolidowało to z opóźniającymi się pracami przy wyborach samorządowych.
Zostałyśmy jednak upomniane przez komisarza, że przystępując do prac, podpisałyśmy glejt, że zobowiązujemy się wziąć nawet 5 dni urlopu, aby uczestniczyć i wywiązać się z podjętej pracy.
No i koniec dyskusji.
Mam nadzieję, że Komisarz wyborczy przyjmie sprawozdanie z prac komisji i nastąpi koniec.
Oczywiście wszyscy członkowie komisji pracują zawodowo.
Kolidowało to z opóźniającymi się pracami przy wyborach samorządowych.
Zostałyśmy jednak upomniane przez komisarza, że przystępując do prac, podpisałyśmy glejt, że zobowiązujemy się wziąć nawet 5 dni urlopu, aby uczestniczyć i wywiązać się z podjętej pracy.
No i koniec dyskusji.
poniedziałek, 17 listopada 2014
Wybory - końcówka
Do domu dotarłam o 8 rano.
Tylko dlatego, że zawiesił się centralny system komputerowy PKW
Komisarz wyborczy zarządził przerwę do 15 -stej.
Teraz, po nieprzespanej nocy jestem w pracy (piszę w przerwie) .
O pietnastej wracam spowrotem do miejskiej komisji.
Nie spłynęły dane do 9 rano z jednego obwodu wyborczego.
Wszystko to będziemy uzupełniać po południu.
Tylko dlatego, że zawiesił się centralny system komputerowy PKW
Komisarz wyborczy zarządził przerwę do 15 -stej.
Teraz, po nieprzespanej nocy jestem w pracy (piszę w przerwie) .
O pietnastej wracam spowrotem do miejskiej komisji.
Nie spłynęły dane do 9 rano z jednego obwodu wyborczego.
Wszystko to będziemy uzupełniać po południu.
wtorek, 11 listopada 2014
Listopadowy zbiór
Odkąd zaczęły się poziomki miałam dylemat?
Czyje one są? Kto może je zjadać?
Ja pielę, podlewam, użyźniam ziemię - a tu przychodzi taki ślimok(ak), wyżera owoc - a dla mnie zostają resztki.
Co z takimi ślimakami zrobić (aby samemu pojeść owoce)?
Rozsypywałam skorupki jajek - słaby efekt.
Zebrałam więc całe to towarzystwo ślimacze i wyniosłam na drogę - niech idą w świat.
Proszę więc - oto mój późnojesienny zbiór.
Czyje one są? Kto może je zjadać?
Ja pielę, podlewam, użyźniam ziemię - a tu przychodzi taki ślimok(ak), wyżera owoc - a dla mnie zostają resztki.
Co z takimi ślimakami zrobić (aby samemu pojeść owoce)?
Rozsypywałam skorupki jajek - słaby efekt.
Zebrałam więc całe to towarzystwo ślimacze i wyniosłam na drogę - niech idą w świat.
Proszę więc - oto mój późnojesienny zbiór.
poniedziałek, 10 listopada 2014
Wybory 2014 (3)
Mniej więcej w połowie października odbyło się losowanie numerów list komitetów, oraz składu obwodowych komisji wyborczych.
Losowanie było jawne, kto chciał mógł przyglądać się przebiegowi - i parę osób obserwujących było.
Aby uniknąć jakichkolwiek podejrzeń, do wszystkich losowań używano nowych, świeżych materiałów.
Pierwsze z nich odbyło się szybko. Jeśli zaś chodzi o skład obwodowych komisji (drugie losowanie) - to już trochę potrwało. Komitety zgłosiły dużo kandydatów - połowę należało odsiać.
Byłam, uczestniczyłam, pracowałam, obserwowałam.
Wraz nie mogę pojąć jak to się stało, że pewne małżeństwo - mało popularne wśród społeczności - zostało wylosowane - on do jednej komisji, ona do kolejnej.
To się nazywa szczęście? los?,
Gdyby mnie nie było przy losowaniu - tobym się zastanawiała. No cóż.
Los to los.
W tej chwili pracy specjalnie nia ma, choć dyżury dalej są - na wypadek zdarzeń losowych, wypadków wśród kandydatów.
Panuje spokój.
W moim okręgu wyborczym niektórzy kandydaci na radnych chodzą z wizytą z własnymi ulotkami i rozmawiają ze swoimi ewentualnymi wyborcami. Przedstawiają swoje postulaty, zachęcają do pójścia na wybory. Można ich poznać, porozmawiać.
W mieście pełno plakatów wyborczych. Zdarzają się sytuacje: zrywanie plakatów konkurencji, ewentualnie naklejanie swojego na powieszonych wcześniej.
Nikt jednak oficjalnie nie zgłosił skargi do nas.
Jak będzie dalej - to się okaże.
Losowanie było jawne, kto chciał mógł przyglądać się przebiegowi - i parę osób obserwujących było.
Aby uniknąć jakichkolwiek podejrzeń, do wszystkich losowań używano nowych, świeżych materiałów.
Pierwsze z nich odbyło się szybko. Jeśli zaś chodzi o skład obwodowych komisji (drugie losowanie) - to już trochę potrwało. Komitety zgłosiły dużo kandydatów - połowę należało odsiać.
Byłam, uczestniczyłam, pracowałam, obserwowałam.
Wraz nie mogę pojąć jak to się stało, że pewne małżeństwo - mało popularne wśród społeczności - zostało wylosowane - on do jednej komisji, ona do kolejnej.
To się nazywa szczęście? los?,
Gdyby mnie nie było przy losowaniu - tobym się zastanawiała. No cóż.
Los to los.
W tej chwili pracy specjalnie nia ma, choć dyżury dalej są - na wypadek zdarzeń losowych, wypadków wśród kandydatów.
Panuje spokój.
W moim okręgu wyborczym niektórzy kandydaci na radnych chodzą z wizytą z własnymi ulotkami i rozmawiają ze swoimi ewentualnymi wyborcami. Przedstawiają swoje postulaty, zachęcają do pójścia na wybory. Można ich poznać, porozmawiać.
W mieście pełno plakatów wyborczych. Zdarzają się sytuacje: zrywanie plakatów konkurencji, ewentualnie naklejanie swojego na powieszonych wcześniej.
Nikt jednak oficjalnie nie zgłosił skargi do nas.
Jak będzie dalej - to się okaże.
poniedziałek, 13 października 2014
Zniknięcie bloga
To nie było za siedmioma górami, rzekami.
Było tu...
Zauważyłam bardzo wysoką aktywność na moim blogu. Sześć razy większą niż zwykle, ale poza oficjalnym licznikiem - licznik wyświetlający się na stronie, tego nie odnotował.
Zaintrygowana postanowiłam dociec - cóż to za nowych wielbicieli z Rosji mam?
Wyklikałam parę interesujących informacji, klikam dalej.
Kliknęłam, błyskawicznie dotarło do mnie, że nie powinnam tego robić. Pozamykałam wszystko.
Za jakiś czas otwieram - wywalił się cały system.
Odłączyłam internet i czekam co się będzie działo.
Oczywiście rzuciłam parę dosadnych epitetów we własnym kierunku.
Czekam.
Pomiędliło, pomiędliło i otrzymałam komunikat, że system Windows nie jest w stanie naprawić błędów.
Kaplica.
Odłączyłam wszystko na noc. Rano zaglądam (bez uruchamiania internetu) - Windows się odpalił.
Z informacją, że działa na pół gwizdka.
Lepsze pół gwizdka niż nic.
Wyłączyłam ponownie - tym razem na dobę.
Wczoraj odpaliłam - działa - wolno - ale...
Odpalam swojego bloga - a tu niespodzianka - nie ma takiego bloga.
Jak to nie ma, jak jest.
Uruchamiam ponownie - ten sam komunikat.
Wywaliło mi bloga z blogosfery.
To ci, ruski specjalista...
Nu pagadzi - pomyślałam.
Dumał, nie dumał - cariom nie budziesz...
Pomyślałam o pomocy, od osoby gramotniejszej niż ja.
Oglądam sobie jednak, oglądam. Odpalam nie istniejący blog - nic.
Pojawił się jednak komunikat od Google - czy usunąłeś swój blog przypadkiem?
W ogóle nie usuwałam swojego bloga..., ale niech będzie, że przypadkiem.
Machina poszła w ruch i i proszę - nowy wpis się smaruje...
Muszę się przyznać, że przyszło mi do głowy - aby nic nie robić.
Jakże można jednak tak niegrzecznie postąpić wobec swoich obserwujących.
Poza tym...
Lubię Rosjan, ale
żaden ruski (mała litera specjalnie - z braku szacunku do takich działań) nie będzie mi dyktował czy mam mieć bloga, czy też nie.
Było tu...
Zauważyłam bardzo wysoką aktywność na moim blogu. Sześć razy większą niż zwykle, ale poza oficjalnym licznikiem - licznik wyświetlający się na stronie, tego nie odnotował.
Zaintrygowana postanowiłam dociec - cóż to za nowych wielbicieli z Rosji mam?
Wyklikałam parę interesujących informacji, klikam dalej.
Kliknęłam, błyskawicznie dotarło do mnie, że nie powinnam tego robić. Pozamykałam wszystko.
Za jakiś czas otwieram - wywalił się cały system.
Odłączyłam internet i czekam co się będzie działo.
Oczywiście rzuciłam parę dosadnych epitetów we własnym kierunku.
Czekam.
Pomiędliło, pomiędliło i otrzymałam komunikat, że system Windows nie jest w stanie naprawić błędów.
Kaplica.
Odłączyłam wszystko na noc. Rano zaglądam (bez uruchamiania internetu) - Windows się odpalił.
Z informacją, że działa na pół gwizdka.
Lepsze pół gwizdka niż nic.
Wyłączyłam ponownie - tym razem na dobę.
Wczoraj odpaliłam - działa - wolno - ale...
Odpalam swojego bloga - a tu niespodzianka - nie ma takiego bloga.
Jak to nie ma, jak jest.
Uruchamiam ponownie - ten sam komunikat.
Wywaliło mi bloga z blogosfery.
To ci, ruski specjalista...
Nu pagadzi - pomyślałam.
Dumał, nie dumał - cariom nie budziesz...
Pomyślałam o pomocy, od osoby gramotniejszej niż ja.
Oglądam sobie jednak, oglądam. Odpalam nie istniejący blog - nic.
Pojawił się jednak komunikat od Google - czy usunąłeś swój blog przypadkiem?
W ogóle nie usuwałam swojego bloga..., ale niech będzie, że przypadkiem.
Machina poszła w ruch i i proszę - nowy wpis się smaruje...
Muszę się przyznać, że przyszło mi do głowy - aby nic nie robić.
Jakże można jednak tak niegrzecznie postąpić wobec swoich obserwujących.
Poza tym...
Lubię Rosjan, ale
żaden ruski (mała litera specjalnie - z braku szacunku do takich działań) nie będzie mi dyktował czy mam mieć bloga, czy też nie.
środa, 8 października 2014
Wybory 2014 (2) strategie Komitetów
Czas natężonej pracy na razie minął.
Zauważyłam pewną różnicę w postępowaniu Pełnomocników Komitetów Wyborczych w zależności od posiadanego doświadczenia.
I tak...
Śnieżynki, niepewne tego - co, jak, gdzie kiedy - przyniosły dokumenty najwcześniej.
Nie kryły się również z ambicjami dotyczącymi najwyższych funkcji - papiery zostały hurtem złożone wszystkie.
Opozycja w stosunku do aktualnej władzy - dostarczyła papiery w przeddzień końca - słabo oponując na postawione pytanie - czy będą wystawiać kandydata na najwyższe stanowisko.
Zgłosili swoich kandydatów w (połowa plus jeden) okręgów wyborczych.
Władza aktualna ma kandydatów ze wszystkich możliwych okręgów wyborczych. Przynieśli dokumenty późnym wieczorem ostatniego dnia.
Po tylu latach sprawowania władzy łatwo jest o poparcie - zwłaszcza, że etaty w jednostkach administracji, szkołach zależne są od Burmistrza.
Po przyjęciu dokumentów - teraz będą one jeszcze raz gruntownie weryfikowane.
Sprawdza się np. podpisy poparcia - czy, co jest pokreślone - taki podpis uważa się za nieważny.
Niepełny adres, wiek, osoba spoza terenu - to wszystko dyskwalifikuje podpis poparcia kandydata na radnego
Spisuje się protokoły ile było odrzuconych podpisów i z jakiej przyczyny.
Rozpoczęła się więc żmudna, zwykła robota.
Następny mój dyżur wypada w przyszłym tygodniu -mam nadzieję, że dziewczyny uporają się z większością pracy:DDD
Zauważyłam pewną różnicę w postępowaniu Pełnomocników Komitetów Wyborczych w zależności od posiadanego doświadczenia.
I tak...
Śnieżynki, niepewne tego - co, jak, gdzie kiedy - przyniosły dokumenty najwcześniej.
Nie kryły się również z ambicjami dotyczącymi najwyższych funkcji - papiery zostały hurtem złożone wszystkie.
Opozycja w stosunku do aktualnej władzy - dostarczyła papiery w przeddzień końca - słabo oponując na postawione pytanie - czy będą wystawiać kandydata na najwyższe stanowisko.
Zgłosili swoich kandydatów w (połowa plus jeden) okręgów wyborczych.
Władza aktualna ma kandydatów ze wszystkich możliwych okręgów wyborczych. Przynieśli dokumenty późnym wieczorem ostatniego dnia.
Po tylu latach sprawowania władzy łatwo jest o poparcie - zwłaszcza, że etaty w jednostkach administracji, szkołach zależne są od Burmistrza.
Po przyjęciu dokumentów - teraz będą one jeszcze raz gruntownie weryfikowane.
Sprawdza się np. podpisy poparcia - czy, co jest pokreślone - taki podpis uważa się za nieważny.
Niepełny adres, wiek, osoba spoza terenu - to wszystko dyskwalifikuje podpis poparcia kandydata na radnego
Spisuje się protokoły ile było odrzuconych podpisów i z jakiej przyczyny.
Rozpoczęła się więc żmudna, zwykła robota.
Następny mój dyżur wypada w przyszłym tygodniu -mam nadzieję, że dziewczyny uporają się z większością pracy:DDD
Subskrybuj:
Posty (Atom)