| Prater najstarsze europejskie (a może i na świecie) wesołe miasteczko. Pierwowzór wszystkich powstałych później na świecie. | Wstęp jest wolny - płaci się za poszczególne atrakcje. |
To szczyt karuzeli łańcuchowej -najdłuższej na świecie.
| Takie właśnie wtopione w chodnik nutki skaczą na chodniku na Praterze. |
| Kahlenberg - stąd wyruszał Sobieski z odsieczą . |
| Wienerschnitzel - obowiązkowo. W szklankach czerwone wytrawne wino -produkt z pobliskich winnic. |
| Sachertorte mit sahne. Do tego była jeszcze Wiener Cafe |
| Wejście do Opery Wiedeńskiej |
| Słynne wiedeńskie łasuchy - starczy zbliżyć się do Dunaju - już podpływają. |
Przestrzeń, dostojeństwo, luksus.
Zapobiegliwie wybrałam termin wyjazdu w czasie gdy pogoda miała być piękna,a tłumy zwiedzających już przerzedzone - patrzyłam w internecie na klimat i oszacowałam najlepszy czas.
I tu nastąpiła niespodzianka.
Tłumów oczywiście nie było(proszę jak się sprawdziło), za to padał deszcz.
Jak wjechaliśmy na Kahlenberg (przy dobrych warunkach atmosferycznych widać ze wzgórza dalekie Alpy),
była taka mgła, że widoczność spadła do 10-15metrów.
Przez cały pobyt zresztą ani razu nie wyszło słoneczko.
Nie ma letko:)
Pocieszyliśmy się jednak skutecznie zapełniając brzuszki specjałami wiedeńskiej kuchni.
Sznycel jak widać prawie że nie zmieścił się na talerzu.Wina nikt nie żałował - dostaliśmy je w szklankach, a na deser Sachertorte mit sahne i Wiener Cafe.
Zadowoleni, na koniec dnia, po tak udanej uczcie stwierdziliśmy, że najlepszą formą zwiedzania miasta jest jeżdżenie tramwajem od pętli do pętli.
Wiedeń jest zjawiskowy.
Widać, że został oszczędzony przez wojnę. Te elewacje kamienic - zachwycające.