wtorek, 9 listopada 2010

Gry dla dorosłych

Zainwestowałam w GPW

Patrzę dziś i oczom nie wierzę.
Jakbym sprzedała to bym zarobiła.
Jak do tej pory moje doświadczenie z inwestycją w akcje jest niewielkie.
Kupiłam kiedyś obligacje i nabyłam akcje(na szczęście za niewielką sumę).
Do tej pory straciłam 25% z wartości wyjściowej.
Może nie powinnam się za to brać, bo mimo aktualnego zysku(który możne wyparować również) na zero i tak nie wyszłam.
Jest jednak mała adrenalina, ja mam sporo czasu, będę się bawić pieniędzmi(oczywiście swoimi).
Może więcej poczytam, czegoś się dowiem. Będę miała o czym rozmyślać.
A niech tam:)


P.S.
Znalazła się dziewczyna o której pisałam 10.10
Znalazła ją w Niemczech Itaka

poniedziałek, 8 listopada 2010

Wybory samorządowe - ciekawostki

Okazuje się, że wśród kandydatów na radnych znalazł się człowiek który ...współpracował, podpisał itd.

Bardzo interesujące.
Jeszcze w zeszłych wyborach o ewentualnej przynależności mówiło się gdy radnym ktoś już był - wtedy sprawdzano kandydatów.
W związku z powyższym ogół nie wiedział, jak to z radnymi było.
Teraz nadeszły zmiany.
Trzeba wcześniej zadeklarować, co i jak.
Oto efekt - wszyscy mogą przeczytać, że taki a taki współpracował.

Czy coś to zmienia?
Chyba jednak dużo.
Można docenić odwagę delikwenta narażającego się z własnej woli na ostracyzm.
Kłamstwo lustracyjne jednak, mimo pozytywnego wyniku, wyeliminowałoby go z gry.

Musi być pewnym swego, że zdecydował się powiedzieć to wszem i wobec(jest aktualnie radnym).
Czy rzeczywiście?

(( Zastanawiam się co sama bym zrobiła gdyby ktoś przyszedł do mnie i zaszantażował, że dostanę to na czym mi bardzo zależy gdy podpiszę?

Cóż, gdyby chodziło o rodzinę, to kto wie?
Zależy co kto później robi z tym szantażem.))

W sumie może przeszłabym do porządku dziennego z tym panem, gdybym nie uświadomiła sobie iż jego żona zaczęła pracować w gminie nie tak dawno. No i zastanawiam się, czy to,że kiedyś uległ nie sprawia iż teraz też okaże się spolegliwy?

Przypadek drugi
Młody, sympatyczny człowiek - kandydat na radnego.
Jakby ktoś spotkał go na ulicy mógłby troszkę się przestraszyć -wielki, mocno umięśniony z łysą głową.
Do tego rozbrajający dobry uśmiech.
Chłopaka często spotykałam na siłowni - niezwykle sympatyczny, skory do rozmów. Co niedziela u komunii.
Pozory mogą mylić.
Czy nadaje się na radnego?
Nie wiem.
Wzbudza jednak moja sympatię przez swoją odwagę, dyscyplinę i odmienność.

sobota, 6 listopada 2010

Listopadowe piękności


Przecież o tej porze roku przyzwoite clematisy już nie kwitną





Ulubieńcy

Co poradzę na to, ze kogut Leghorn był moim ulubieńcem?

Kogut Leghorn


W sumie nie powinien mi się podobać.
Jest nadęty, dobry ale nie odnosi sukcesów.
Przegrywa.

Ma w sobie jednak niezwykłą żywotność.
Ta skłonność do psot i zabaw.
Poczucie humoru ale i opiekuńczość
Starczy?
Chyba tak, jak dla mnie

piątek, 5 listopada 2010

Pierwsza pomoc medyczna męska

Chodzę do lasu.
Często.
Wróciłam ostatnio i wyczułam jakieś zgrubienie w okolicach łopatki.

Wołam, coby mi kto z domowników powiedział co tam jest?
Po oględzinach padł wyrok

KLESZCZ

W myślach sklęłam gada, że nie mógł sobie znaleźć lepszego miejsca, cobym własnymi siłami go wydłubała.

Na moich panów po rozpoznaniu padł blady strach.
Pobledli, z ciężkim sercem jeden pobiegł do internetu po wieści co się z takim delikwentem robi, drugi zaczął nerwowo szukać pęsety.

Mnie kazali się położyć w oczekiwaniu na pomoc.
Leżę i leżę
Czekam i czekam

Ze spuszczoną głową nadciągnęli obaj.
Stoją nade mną i debatują
Kręcić nie kręcić
Chwycić tak, nie inaczej coby nic nie zostało.
Rozprawiają z której strony, w jakim kierunku, ostrożnie lub mniej.

Po jakimś czasie zapadła decyzja.

Mam się ubrać i do ośrodka, bo oni nie będą ryzykować.

No i dla mnie to było za wiele.
Podnoszę głos, że właśnie kleszcz zakaża mnie czymś, a oni każą mi ustawić się w kolejce do zabiegowego!
Już we własnym domu nie można liczyć na pierwszą pomoc!

Poskutkowało.

Został uchwycony i wyciągnięty.

czwartek, 4 listopada 2010

Wybory samorządowe

Wybory samorządowe są wyborami bezpośrednimi.

Znaczy to tyle, że spośród kandydatów na terenie, można wybrać sobie osobę której najbardziej ufamy i na nią głosować.

Gdy takich jak my będzie wielu, ta osoba zwyczajnie będzie naszym reprezentantem w naszej Małej Ojczyźnie.
Będziemy mogli zaangażować się w sprawy społeczności, a do swojego wybranka łatwo pójść z np męską rozmową jakby źle się działo.
Jestem pewna, że przyzwoity człowiek nie zeszmaci się przez kadencję i będzie reagował na interwencje.

Trzeba zdawać sobie sprawę, że w gminie rządzi Rada Gminy poprzez głosowanie.
Jeśli Burmistrz chce coś przeforsować, to musi prosić Radę o zgodę. Jest głosowanie i dopiero podejmowane są decyzje.
Bez zgody Rady, Burmistrz nic nie zrobi.

Dlatego tak ważne jest aby w Radzie zasiadali przyzwoici ludzie.
A my możemy mieć na to wpływ.

Jest to realny wybór.
Nie wierzę, że nie ma na kogo głosować.
Zawsze jest ktoś porządny wśród kandydatów.

Trzeba się wysilić i poznać swoich reprezentantów.

Trzeba mieć odwagę i go poprzeć.

Z tego co wiem, aby przygotować się porządnie na sesję Rady(na której odbywają się głosowania nad projektami) trzeba poświecić cały wieczór aby przejrzeć dokumenty.
Weźmy to sobie do serca - bo potrzeba nam ludzi światłych, którzy będą wiedzieli o czym pisze się w dokumentach.

Nie głosujmy bo ktoś ładny, biedny, zasłużony w zupełnie inny sposób dla Gminy.

Tu potrzebni są ludzie z charakterem, którzy nie tylko będą mieli śmiałość, ale też będą w stanie rozróżnić co jest korzystniejsze w skali długich lat dla całej społeczności.

Trzeba dowiedzieć się również na ilu kandydatów i w jaki sposób można głosować.

Czasem pasuje nam dwóch czy trzech niezależnych kandydatów, którzy są np na jednej liście.

Jakie jest optymalne nasze zachowanie aby właśnie oni przeszli - to naprawdę nie jest wcale proste w świetle przepisów, a popełniając idiotyczny błąd możemy spalić własne głosy.

Przestańmy wreszcie narzekać
Mamy szansę się wykazać

Iskra

Stambuł przy zapadającym zmierzchu . Kawiarenka nad Bosforem .
Ja ze znajomymi na kolacji.

Poproszona zostałam do tańca przez jednego z gości.
Tango.
Rytm, dźwięk i odczuwalna jedność.
Taniec zmysłowy, w którym się zatracasz.
Widzisz rozszerzone źrenice osoby.
Bardziej wyczuwasz dźwięk jako drgania do których masz się dostosować aby współgrać z nimi niż dobiegające decybele.

Nie wiem jak to się stało, ale nagle staliśmy się jednością.
Nie znając się wcześniej nagle zaistniało coś, co sprawiło, że gra pomiędzy nami skupiła nasza uwagę niemalże do zapamiętania się.

Taniec do utraty tchu.
Przestaje istnieć świat wokół i jedynym pragnieniem jakie posiadasz jest aby ta chwila nigdy się nie skończyła.

Orient, wschodzące gwiazdy na niebie i coś niewytłumaczalnego co rozgrywa się między dwojgiem obcych sobie ludzi.

Ucichła muzyka.
Zdyszani, zmęczeni usłyszeliśmy brawa - pierwszy i jedyny raz w życiu.

Zostałam odprowadzona do znajomych. Okazało się, że byliśmy jedyną parą na parkiecie.

Wylatywaliśmy do domu za parę godzin.
Nigdy tego człowieka nie spotkałam więcej.