piątek, 14 lutego 2014

Szanse polskich przedsiębiorców i polskich klientów na sukces.

 Sytuacja polskiego przedsiębiorcy jest mi bliska. Zastanawiam się często dlaczego jest w tak kiepskiej kondycji?
 Dlaczego np. gospodarka niemiecka ma się tak dobrze?
Jak oni to robią?
Interesuje mnie ten temat.
Przeglądając ofertę tabletów, natknęłam się przypadkiem na świetny filmik zrealizowany przez młodych zapaleńców, na zupełnie inny temat.
Generalnie nie jestem fanką  teorii spiskowych.
Niestety, tu każdy widz stosunkowo  łatwo może sprawdzić podawane informacje.
 Mamy w tym przypadku z praktyką nie teorią.

Tak sobie myślę, że dziś największym patriotyzmem jest wspieranie polskich przedsiębiorców.
Ma się to objawiać w naszych zakupach.
Trzeba wybierać to co polskie rzeczywiście, a nie z nazwy.
Mnie samej trudno zrezygnować jest z reklamowanych marek. Przyzwyczaiłam się, polubiłam.
Przyszedł jednak czas na zmiany.
Będę się starać być bardziej świadomym klientem.
Drożej i gorzej?
Pewnie tak.
Zaryzykuję jednak.
Nie ma innej szansy na zmiany na lepsze.
Wielką nadzieję pokładać można w usługach.
Czy jednak oddać polski handel bez walki?
Co z tego, że pojedyńczy człowiek nic nie znaczy.
Może nie tylko ja się zawezmę?



niedziela, 5 stycznia 2014

Test na cierpliwość

Wypróbowuję swoją cierpliwość.

Przerzucając stacje telewizyjne zatrzymałam sie na jednej, w której gosciła pani B.Kępa.
Pomyslałam sobie - zobaczmy jak mają sie moje postanowienia noworoczne.
W studiu było dwoje gości: pan reprezentujący partię rzadzącą i pani z opozycji.

Nie wiem czy dyskutanci zdają sobie sprawę kto będzie ich adwersarzem.
Podejrzewam, że tak.
Wyobrażam sobie, że jak się idzie na takie spotkanie, to psychicznie człowiek przygotowuje się: analizuje - co chciałby przekazać, wymyśla argumenty na ich poparcie .

Prowadzący słusznie zdecydował, że zaprosił przedstawicieli opozycyjnych partii, aby widz mógł porównać dwa punkty widzenia w poruszanych tematach .
Zasiadłam i nastawiłam sie na burzliwą dyskusję.

Debata rozpoczęła się.
Na początek padł temat: zwiększenie kar za wykroczenia w ruchu drogowym.
Kobieta zaczęła dobitnie perorować, że wszystkich prowadzących pod "wpływem" powinno zamykać sie w aresztach na 30 dni.
Widać było, że umysliła sobie przemowę pewnie na dłuższy czas niż długość programu - i nijak nie pozwalała sobie odebrać głosu.
Pan z opozycji usiłował cos powiedzieć - nieskutecznie.
Na uwagę prowadzacego, że "takich"wykroczeń było w zeszłym roku 160 000 i czy wszystkich zamknąć?
A co z tymi co jadą z "przestępcami"?
- zamknąć prewencyjnie wszystkich.
A posłowie którzy notorycznie przekraczają?
 -tak samo.
 - wymówką jest niezamykanie 

Pan z opozycji nerwowo poruszał sie na krześle. Coraz to  brał do reki  szklankę i pił wodę.

 Jego sejmowa koleżanka zawłaszczyła sobie całą dyskusję.
Była pewna, że to co mówi jest tak oryginalne i jedynie słuszne, że pozostała ślepa i głucha na inną argumentację.
Nie dała więc dojść do głosu nikomu.

 W tym samym tonie wypowiadała się o gender.
Takiej samej jakości argumenty podawała.

Co zrobić, gdy przy takich osobach człowiek musi wypróbowywać swoją wewnętrzna siłę, aby nie ulec agresji?
Miałam wrażenie, że pan z opozycji ma ochotę zacisnąć swe dłonie na tłustym gardle i tylko ta szklanka  z wodą, uchroniła go od popełnienia przestępstwa na trzeźwo.

Może i nie chodzi o to, kto ma rację?
Tak jak w wielu innych tematach.

Raczej o to, że brakuje ludziom zwykłej, podstawowej kultury osobistej.
Ułatwia ona obcowanie z innymi, chroniąc przed agresywnymi zachowaniami.


P.S.
Ja też nerwowo zaciskałam dłonie na szklance z wodą - dużo jeszcze będę musiała pracować nad cechami z postanowień noworocznych.

środa, 1 stycznia 2014

Postanowienia Noworoczne 2014

Dobry czs na postanowienia. Coś na czym zależy, nad czym chciałoby się( lub jest to konieczne) popracować.

Chciałabym nauczyć się :

1) Milczeć
2) Słuchać
3) Kłamać
4) Potakiwać (bez względu na własne rozeznanie)
5)Wypracować w sobie obojętność na sprawy, ludzi, zachowania.

Tak sobie myślę, że naprawdę trudno jest funkcjonować w społeczności bez tych cech.
Okazują się niezbędne.
Ci, którzy je posiedli cieszą się ogólną akceptacją.
Nie jest to żart.
Ja naprawdę uważam, że niezbędne są mi te cechy.
Choćby w stopniu minimalnym.

Szkoda tylko, że ciężko jest zmierzyć postęp w tym zakresie.
Może poprzez długość słuchania cudzych andronów, z uśmiechem na ustach?

Będę nad tym pracować.

Zobaczymy.

wtorek, 31 grudnia 2013

Co ma piła łańcuchowa do chleba - post na radosne zakończenie roku 2013.

Jako osoba ciągle eksperymentująca w kuchni, postanowiłam wykorzystać przepis na chleb - oferowany przez p. Makłowicza
Chleb litewski z maślanką i piwem.
Stwierdziłam, że przepis wyglada obiecujaco.
Zredukowałam do połowy składniki - bo chleba z 2kg maki i 1 litra maślanki nie przewidywałam zjeść.
Wszystko odbyło sie z zachowaniem proporcji i staranności w wykonaniu.
Mieszałam, czekałam na wyrośniecie, mieszałam, czekałam itd. jak ktoś piekł - to wie.

Po ok.6 godz. wyjełam pieczywo z pieca do ostygniecia. Zostało potraktowane płynem - aby skórka zmiekła, wyłożone na kratkę do odparowania.
Teraz  (następnego dnia) postanowiłam skosztowac specjału.
Skóra twarda i gruba jak kamień.
Nożem się nie da.
Uniosłam do góry - jak cegła - twardy i ciężki.
Chyba pożyczę od małżonka piły łańcuchowej - coby pokroić na stół.
Tylko - kto to zgryzie?

Prawdę mówiąc mozna nim gwoździe w ściane wbijać.
Może spróbuję namierzyć p. Makłowicza - twórcę świątecznego przepisu i go poczęstuję - bo chyba sam nie robił?
Niech skosztuje  z okazji byłych świąt i Nowego Roku 2014 ?

Muszę sie przyznać, że uczę się lubić gotować.
Pewnie, że stosunkowo łatwo jest polubić pieczenie smakołyków, ale gotować?
Z zapamietaniem ogladam programy o gotowaniu - chcę się zarazić pasją i lekkością.
Zdarzają mi się również takie doświadczenia - jak z tym chlebem.

Uważam, że nic nie wprawiłoby mnie w tak dobry nastrój jak ten chleb (a myślałam, że takie tylko w bajkach występują).
Może i szkoda czasu, i produktów.
Jakby jednak wyszedł smaczny, to o czy bym mogła pisać?


Wszystkiego dobrego na Nowy Rok 2014 dla wszystkich odwiedzających bloga.

Obfitości smacznego chleba, co tam chleba - bułek z masłem.

Zdrowia 

Pasji, oraz poczucia humoru


środa, 4 grudnia 2013

Budapeszt 2013

Zjawiskowy Parlament










Kolejna wyprawa do Budapesztu
Rozbestwiłam się jednak tym razem i postanowiłam pochodzić niekoniecznie po atrakcjach turystycznych.


Na pierwszy rzut poszła Szimpla.
 To klub gdzie można spotkać się, wspólnie spędzić czas. Na pewno nie dla estetów -każdy mebel z innej beczki - trudno opisać, ale atmosfera świetna.
Klub Szimpla w Budapeszcie cieszy się taką popularnością, że otworzono bliźniaczy w Berlinie.Miejsce klimatyczne, zaczarowane.

Następnym punktem programu była wyprawa do Tropicarium  znajdującego się na przedmieściach.
Przy wejściu powitał nas aligator. Ponieważ nie było żadnego przeszklenia ogarnęła mnie ekscytacja pomieszana z lękiem.
Aligator - staliśmy i oczekiwaliśmy aby się ruszył. Dopiero jak zagrzmiało i spadł deszcz mrugnął jednym okiem.

Uśmiech rekina

Prawda, że są zjawiskowe?

W otwartym basenie wewnątrz Tropicarium pływały płaszczki. Specjalnie podpływały do brzegów aby je pogłaskać.


Plac Bohaterów


Budapeszt to przede wszystkim kąpieliska.
Na każdy dzień mieliśmy zaplanowane wejście do innego.
Odwiedziliśmy tylko Kiraly, Dandar i Gellert.
Nieodwołalnie zachwycam się pobytem w tych kąpieliskach.
To nie jest zwykła kąpiel.
Jest to najcudowniejsze spa.
Woda jest nasączona minerałami, a przebywanie w nich uważa się za cudotwórcze - polecane na różne schorzenia.
Samo jednak wylegiwanie się w wodzie o temperaturze 36 stopni, gęstej tak, że człowiek czuje się lekki  jak piórko, działa relaksująco i dobroczynnie.

Obowiązkowo należało też odwiedzić Górę Gellerta.

 Góra ta w przeszłości  cieszyła się złą opinią wśród mieszkańców - uważano, że zbierają się na niej czarownice i odprawiają sabat. Takie opinie były popularne zwłaszcza w okresie kontrreformacji.
 Dziś wpisana jest  na Iiście dziedzictwa UNESCO wraz ze Wzgórzem Zamkowym i promenadami naddunajskimi.
 Jak można więc nie odwiedzić takiego miejsca?
Za każdym razem jak jestem, chętnie się na nią wdrapuję.
Do tego, ma specyficzny mikroklimat - na południowym stoku warunki przypominają kraje takie jak Maroko lub Tunezja (wysokie temperatury, duże nasłonecznienie), na stoku północnym kraje skandynawskie (brak światła słonecznego).

środa, 13 listopada 2013

Ciasteczka

Jesienią lubię poczytać.
Tym razem zainteresowała mnie p. Joanna Bator.
Przyznaję, podoba mi się jej sposób opowiadania historii. Lubiłam czytać artykuły w gazetach przez nią pisane.
Ponieważ została w tym roku laureatką literackiej nagrody Nike 2013 za powieść pt. "Ciemno, prawie noc", ta poszła na pierwszy rzut.
Spodobało mi się na tyle, że następnym był "Japoński wachlarz".
Gdy ktoś pisze sugestywnie, lubię sprawdzić.
Wyklikałam więc Tokio - fotografie, mapy.

Zaspokoiwszy ciekawość, zamykam okienka w komputerze, a tu niespodzianka.
Jak królik z kapelusza.
Otwarte okno firmy X - pośrednika przez którego rezerwowałam hotele na ostatnich wyjazdach.
Otwarte.
W oknie wpisane Tokio - termin do uzgodnienia.

Muszę przyznać - ciasteczka cookies wzięły mnie z zaskoczenia.
No bo skąd firma X mogla wiedzieć, co ja na swoim komputerze wyszukuję?

To może i błaha sprawa, ale wielce zastanawiająca.

Nie dość, że ktoś ingerował w funkcje mojego komputera, to jeszcze wiedział (podpowiadał) jakie też mogę mieć potrzeby?

Jakież otwiera się pole do manipulacji!?
 Można podsuwać komuś, co ma czytać, oglądać .
 Wpływać na podejmowane decyzje, korzystając z coraz doskonalszych technik jakie oferuje psychologia społeczna, indywidualna człowieka , socjologia i inne dziedziny nauki określające i sterujące ludzkimi zachowaniami.

Można tym sposobem rozniecać ruchy społeczne, bunty. Manipulować całą społecznością internetową.

niedziela, 13 października 2013

Wieczór Latynoski - Jeśli sami się nie zabawimy - to kto to zrobi?

Zdjęcie z The  Windsor Star


Jeśli ktoś miałby ochotę spędzić miło czas,rozerwać się jesienią, to polecam spektakle w teatrze Buffo.

Skusiłam sie na Wieczór Latynoski.
Po raz pierwszy na żywo oglądałam J. Józefowicza  i jego Zespół przy pracy.

Akurat materiał do wykorzystania był stosunkowo prosty dla tak wszechstronnego artysty - przeboje latynoskie.
Wszyscy je znamy, kochamy, nucimy, bawimy sie przy nich ( „Living la Vida Loca” Rickiego Martina, „Speedy Gonzales” Pata Boone’a, „Macarena” Los del Rio, „Let’s Get Loud” Jennifer Lopez, czy „La Isla Bonita” Madonny i inne).



 Latynoskie rytmy, rewelacyjni muzycy, piękne wokalistki i ekscytujący tancerze.
Ten WIECZÓR to idealna wprost propozycja dla miłośników energetycznej latynoskiej muzyki, dynamicznego tańca łączącego radość tańczenia ze sztuką uwodzenia.
Sama konstrukcja spektaklu zakładała udział widzów i współtworzenie przedstawienia przez nich.
Mimochodem reżyser w roli konferansjera, wciągnął nas w zabawę - stwierdzając, iż nikt nas nie rozbawi-  tylko my sami .
Cóż...
Tańczyliśmy macarenę, śpiewaliśmy "La Cucarachę", śmieliśmy się z żarów Józefowicza, piliśmy cubalibre (rum+cola z kawałkiem cytryny)  drink podawany w czasie przedstawienia.
Występowały (tańczyły, śpiewały) gwiazdy teatru m.in.
Janusz Józefowicz, Janusz Stokłosa, Natasza Urbańska,
Monika Ambroziak(zwana Dzidzią), Natalia Krakowiak




Mariola Napieralska, Elżbieta Portka-Krebs, Natalia Srokocz, Maria Tyszkiewicz, Aleksandra Zawadzka, Dominika Gajduk, Karolina Królikowska, Karolina Mysińska, Aleksandra Popławska,
Artur Chamski, Jerzy Grzechnik, Krzysztof Rymszewicz, Krystian Sacharczuk, Jarosław Janikowski, Grzegorz Kowalczyk, Sebastian Lubański, Paweł Orłowski oraz "AFRO CARNAVAL"



Takie właśnie, w takich strojach dwie tancerki tańczyły w rytmy gorącej latynoskiej muzyki.
Przyciągały uwagę wszystkich - doskonałe kobiece ciała wykonujące seksowny taniec w rytm  muzyki.
Tak sobie westchnęłam: "młodym być i więcej nic..."

Docinki Józefowicza w stosunku do Stokłosy tak rozluźniły atmosferę (alkohol dopełnił swego), że po spektaklu grupa widzów skandowała głośno iż chce iść na przedłużenie imprezy do Stokłosy.
Oczywiście taka sugestia padła wcześniej z ust konferansjera:DDD


Sto minut esencji rozrywki.

Teraz mam problem - nie mogę się  zdecydować na co następne  w pierwszej kolejności się wybiorę do Buffo?

Podziwiam  J.Józefowicza - jest niezwykle charyzmatycznym, płodnym artystą. Zajmuje się mnóstwem rzeczy na raz i nadal jest skromny, i pokorny w stosunku do widzów.
To cecha Wielkiego Artysty.