Francja zawsze uchodziła za niesłychanie liberalny i kraj.
Mieszkańcy bez skrupułów łamali ogólnie przyjęte zasady moralności. Przesuwali granice tego co dozwolone.
Choć patrząc na prawa kobiet, to prawo wyborcze Francuzki otrzymały w roku 1944 (w Polsce - 1918)
(Jeśli wszystko pójdzie po myśli rządu francuskiego, to pary tej samej płci będą mogły zawierać małżeństwa od lipca tego roku).
Na ulicy, po jednej stronie stało ze 20 pojazdów opancerzonych i wysypywali się z nich jak widać na zdjęciu, uzbrojeni policjanci.
Wyglądało to groźnie.
Stosunkowo mało natomiast było protestujących.
Pewnie woleli odpoczywać w przepięknych ogrodach przy lampce wina.
Tu w Ogrodzie Luksemburskim, odrobinę dalej, w tym samym czasie relaksują się mieszkańcy miasta.
Poruszając się metrem po mieście rzuca się w oczy doskonale zorganizowana i oznakowana komunikacja. Pamiętam, parę lat wstecz, jak źle oznakowane było lotnisko w Warszawie.
Praktycznie żadnych znaków kierujących w tamtym kierunku nie było na drodze.
W Paryżu w metrze, nie sposób się pogubić.
Wielką moją obawą było bezpieczeństwo.
Ponieważ lubię sprawdzać miejsca zanim pojadę - naczytałam się na polskim forum o podrzynanych turystom gardłach, kradzieżach, wyłudzeniach.
Na pewno zdarzają się takie historie - szczęśliwie nas ominęły (inna sprawa, że mieszkaliśmy w jednej z najbezpieczniejszych dzielnic).
Rozmawiając z tubylcami (używając angielskiego, rosyjskiego, rąk oraz zwrotów grzecznościowych w oryginale), całkiem sporo się dowiedziałam.
A, że trzeba podzielić się ploteczkami...
Otóż:
Francuscy mężczyźni są niezwykle szarmanccy, mili
Francuz, co zarobi, przeznacza na swoje potrzeby, żonie robi dzieci - wtedy ona dostaje od państwa pieniądze i właśnie tyle ma do dyspozycji (no chyba, że sama sobie dorobi - nie zaniedbując obowiązków domowych).
Szkoła francuska swoim poziomem oscyluje wokół zera.
Kolorowi imigranci mają bardzo niski poziom inteligencji, nie są zainteresowani nauką - i żadna poprawność polityczna tego nie zmieni.
To tyle plotek i opinii Francuzów o rodakach.
Jeśli chodzi o szkolnictwo - to te żale jakby znajome.
Co do reszty nie bedę komentować, ani porównywać.
Na pewno jednorodność naszego społeczeństwa jest ogromną zaletą.
To co szokuje w stosunku do Warszawy.
Paryż jest bardzo drogim miastem. Wartość działek budowlanych, nieruchomości jest wysoka.
Jak to się dzieje, że jest tam tyle placów, zieleni, ogrodów?
Jak to się dzieje, że przez wieki gospodarze miasta byli w stanie oprzeć się ludziom zamożnym i nie dali pozwoleń na budowy na tych wielkich pustych przestrzeniach w obrębie miasta?
Jestem pełna podziwu.
Dzięki temu - długofalowej polityce, miasto może przypominać ogród.
Cóż
Nasunęła się również taka refleksja:
Zawsze lepiej układać się z przeciwnikiem, wrogiem.
Nie buduje się wtedy miasta x razy, tylko remontuje.
Można zadbać o upiększanie, kwiaty, otoczenie, a nie ciągle stawiać cega na cegle od początku.
Nie ma co zachwycać się martyrologią narodu polskiego.
Trzeba przede wszystkim żyć , doskonalić to co robi się dobrze i uczyć się na własnych i cudzych błędach.
No i przychodzi frustracja - przecież my jako naród to nie chcemy widzieć, że zrobiliśmy błąd - gdzie tam więc może być mowa o naprawie?
Wniosek z wojaży jest oczywisty - podróże kształcą.
Życzę więc wszystkim co doczytali tak długi tekst - aby dużo podróżowali.