środa, 12 stycznia 2011

Pikutek

Muszę się chyba zapisać do klubu Poszkodowanych przez Pikutka.
Całe życie operuję nożem i wydawało się, że już się nauczyłam.
Prawda jest jednak okrutna, zweryfikowana przez urżniecie następnego palca.
Sprawa wydaje się beznadziejna.

Pikutek szaleje w kuchni.
Tnie nawet zamarznięty chleb(ach ten Dyzio Niedowiarek).

Co najbardziej jest potrzebne człowiekowi?

Taak
Długo można by na ten temat...

Będę się jednak streszczać.

W kolejności

- poczucie własnej wartości na dobrym poziomie (jestem wartościowym człowiekiem przez samą swą obecność, nic nikomu nie muszę udowadniać, niczego robić i nikomu nie wolno mówić, że jest inaczej)

- poczucie kontroli nad własnym życiem (nikt mi nie będzie mówił co mam robić,robię co uznaję za słuszne, mogę z własnej woli odpowiadać za coś lub kogoś - np. psa, kota itd.)

- pieniądze

Oczywiście pieniądze traktujemy jako zło konieczne ale to one sprawiają, że możemy być wolni w swoich wyborach.
Nie demonizuję ich wartości, największą frajdę sprawiają gdy wydobywamy się z biedy, ale zawsze są istotne(paś gąski - własne- paś:DDD )

wtorek, 11 stycznia 2011

Energia

Pewnie wszyscy słyszeli o prawie zachowania energii.

Ciekawe jak to wygląda u ludzi?

Czy energia np. w zbiorowości ludzkiej jest constans?
Można byłoby pokusić się o teorię, że osłabiony gość chcąc dobrać się do źródła jakim są inni, celowo choć nieświadomie wywołuje awanturę, aby przeciwnik się obnażył, odsłonił.
Wtedy uderzywszy mocno, można dobrać się do jego zasobów energetycznych.
Wszystko to dzieje się na poziomie podświadomym. Zwycięzca kłótni wychodzi niewątpliwie zawsze wzmocniony.

Wyjaśniałoby to również stan szczególnego osłabienia w jakim znajduje się przegrany uczestnik awantury.
Czasem rzeczywiście aby się pozbierać i odzyskać dawny zasób energii musi upłynąć wiele czasu.

Zastanawiające?


niedziela, 9 stycznia 2011

Matematyka i poker


Co można robić w długie zimowe sobotnie wieczory?

Kiedyś dziergałabym swetry, skarpetki, przebierałabym groch albo fasolę.
Dziś takich rozrywek już nie ma.
Niespecjalnie uwielbiając oglądanie nagromadzonych katastrof i nieszczęścia ludzkiego w telewizorni, zasiedliśmy przy kuchennym stole do pokera.

Ja nie umiem grać w pokera, ale czego się nie robi aby spędzić czas w miłym towarzystwie.
Na stole wylądowały żetony oraz zagraniczne pieniądze pozostałe z wojaży. Rozdzielono sprawiedliwie, pozostawiając pewną pulę w "banku", na wszelką ewentualność.

Rozpoczęła się gra.

Ja, niedoświadczony gracz uważnie obserwuję innych i robię takie same nieprzeniknione miny jak reszta.
W pewnym momencie zauważam, że jedna osoba zapisuje systematycznie jakieś cyferki. Poprawiłam się na krześle i pytam niewinnym głosem, co też pisze?
Oczywiście zdążyłam pogrążyć się w rozpaczy, że ja nic nie piszę, więc pewnie gorzej jest ze mną niż przypuszczałam.
Pada odpowiedź
-Liczę

Słabym głosem dopytuję
- A co liczysz?
Prawdopodobieństwo.

Siedzę cicho i kalkuluję sobie.
Przecież to losowa gra, na pewno można wpływać, ale nie matematyką.

Gramy.
Staram się jak mogę, ale tylko naszemu matematykowi przybywa forsy.
Siedzimy coraz bardziej rozżaleni.
Matematyk skrupulatnie licząc zgarnął pulę.

piątek, 7 stycznia 2011

To co lubię lub nie

Lubię spór.
Gorący.
Lubię kiedy ścierają się dwie racje, dwie osoby pewne swego. Lubię konstruktywny dialog, a nawet awanturę, gdy dotyczy spraw a nie ludzi. Jest bardzo twórcza, otwiera nas na nowe koncepcje, wartości.
Na pierwszy rzut oka widać, że jesteśmy różni, dlaczego więc zakładamy, że mamy takie same poglądy i wyznajemy takie same wartości?

Niestety.

Nie potrafimy prowadzić sporu.
Wydaje nam się, że zawsze ktoś musi ustąpić.

Wcale nie musi. I nikt nie powinien czuć się przegranym. Dobrze słownie chwycić się za bary, pogimnastykować i puścić nie wyrządzając krzywdy nikomu.

Dzięki emocjom poznajemy, że jakieś sprawy mogą być dla kogoś bardzo ważne.

Może więc jednak warto później zastanowić się nad nimi, zweryfikować stanowisko?

Nasze spory, w internecie, kończą się zazwyczaj osobistymi wycieczkami. Jak brak argumentów, to najlepiej skopać przeciwnika, wymieszać go z błotem, zwymyślać od np. trolli.

Taak. Dwóch się bije, reszta patrzy zadowolona, że mogą udawać, że ich nie ma.
Czy to smutne?
Myślę, że ludzkie i trzeba się takich zachowań spodziewać.

Nie lubię ludzi, którzy się nie podpisują. Przecież i tak mało jest prawdopodobne, że ktoś rozszyfruje osobę z pseudonimem więc tak samo anonima.

Jak ja kocham dyskusję.

Weź tu i podyskutuj

Wszyscy zgodnie prowadzą small talk, przelewają bezpiecznie z pustego w próżne.
Jak powiesz swoją opinię, to okazuje się, żeś niedobrze wychowany i sam nie wiesz czego chcesz.
W takim wykwintnym towarzystwie się takich rzeczy nie robi:DDD
Wolno tylko zachwycać się i potakiwać.
Zupełnie jak w jakimś zakładzie. Niektórym całkiem nieźle wychodzi.
Ciekawe czy rzeczywiście nie mają nic do powiedzenia?

środa, 5 stycznia 2011

Człowiek, czyli iluzjonista najwyższych lotów

Znajdujemy się w takiej sytuacji, że dane zostało nam doświadcze(a)nie oraz wiedza.


"Intelekt nie jest zdolny niczego oglądać, a zmysły niczego myśleć - tylko stąd, że się one łączą, może powstać poznanie"- I. Kant


Bardzo bliska wydaje mi się ta teoria.
Miedzy jednym a drugim mamy całą psychologię człowieka.
W zależności od tego, czego się doświadcza i jaką wiedzę zdobywa , porównując jedno z drugim oraz z otoczeniem weryfikuje się wiedzę o sobie i świecie.
Nasz umysł działa jak komputer o olbrzymich możliwościach : zbiera informacje, formułuje przenikliwe oceny i jeszcze przenikliwsze domysły,
i podaje nam na tacy najlepsze interpretacje i rozwiązania w odbieranej rzeczywistości.

"Świat który znamy, jest pewnym konstruktem, produktem końcowym, można powiedzieć niemal: wyrobem fabrycznym, który matrycom podsuwanym przez umysł zawdzięcza dokładnie tyle, ile rzecz sama zawdzięcza swoim bodźcom"W.Durant


Jeśli rzeczywiście skłonilibyśmy się do wyznawania takich poglądów, to wiążą si ę z tym pewne konsekwencje.
To, co odbieramy za rzeczywistość realną wcale taką nie jest. Jest to świat stworzony przez nas samych w naszych głowach. Im większą wiedzę posiadamy, im większe doświadczenie(experience - doznanie, odczucie - experior(gr. ) - próbować,brać udział w wydarzeniu) tym większa świadomość konotująca obserwacje tego co dzieje się wokół.

Jeszcze raz.

Co to oznacza?

Ano mniej więcej tyle, że zdobywamy wiedzę, obserwujemy świat a to jak go postrzegamy jest interpretacją w którą święcie wierzymy.

Wiara
Czym ona jest dla człowieka?
Wierzy się w np w Boga

Lub nie wierzy.
Jak to ma się do myśli zawartej na początku i na przykład: Wolnej Woli Człowieka.
Ja rozumiem to tak, że wolą jednostki jest stosunek do wiary(mam tu na myśli istotę, czyli czy wierzysz w Boga, a nie w jakiego Boga wierzysz).
Osobiście przywiązana jestem do myśli, że stworzona jestem na obraz i podobieństwo Istoty Najdoskonalszej jaka można sobie wyobrazić.
Egoistyczne prawda?

Oczywiście nie piszę tu o dogmatach, interpretacjach teoretyków.
Nic mi do nich.

Sama, na własny użytek, usiłuję pozycjonować Boga we własnym życiu.

Bo uważam, że to właśnie On jest mi potrzebny w życiu. Porządkuje mój świat, nawet jak niektórzy twierdza, że jest iluzją.
Ja w Niego wierzę, bo tak chcę, bo to jest mój wybór, i jest to moja odpowiedź dla niedowiarków: swoja wiarą Go też poniekąd stwarzam w swoim życiu.
Dla mnie to wielkie szczęście, że mam wybór i świadomie mogę sobie nałożyć nieodwołalne ograniczenia jakie staja przede mną gdy uznaję nad sobą Bożą zwierzchność.

Jak to się ma do krzyży przed Pałacem Prezydenckim?
Do różnych świętych bożych, co to w imię Boże zapluliby tych co wierzą inaczej, lub w ogóle nie wierzą?
Nie widzę części wspólnych z tymi ludźmi.
Nie dlatego, że uważam się za lepszą
Nie jestem lepsza
Raczej inna
Nie zadowolę się interpretacjami. To dla mnie za mało.

Przeżyć lśnienie

Tego bym chciała

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Mistrzostwo

Z Nowym Rokiem życzę wszystkim odwiedzającym, takiego mistrzostwa w ulubionej dziedzinie, jak poniżej.