Zastanawiam się, gdzie podziało się miłosierdzie w ludziach.
Oczywiście "piję" do ostatnich tragicznych wydarzeń.
Małe dziecko nie żyje. Wysunęło się z rąk - takie rzeczy się nie zdarzają, ale tu się zdarzyło.
Tragedia i szok.
Młoda matka nie akceptuje tego faktu i ogłasza porwanie.
Przecież to dramat totalny. Pod każdym względem.
Nie ma możliwości, aby nie poniosła kary.
Wobec prawa i wobec ludzi.
To co się dzieje jednak, to zwyczajny lincz.
Czy nie ma nikogo kto by ją kochał?
Tę nieszczęśliwą matkę, która straciła dziecko?
Nikogo
Wszyscy bliscy są czyści jak łza, a odruchy serca zostawili na inne okazje.
ONA jest winna.
Ukamienować
Żeby chociaż ktoś znalazł na tyle wrażliwy, aby zdał sobie sprawę z bezmiaru boleści, nieszczęścia w całej tej sytuacji.
Dał wsparcie tej nieszczęśliwej.
Przecież to dramat taki, że powala na kolana.
W takich tragicznych sytuacjach istnieje wielka potrzeba wiary w Boga i jego miłość.
Niesie nadzieję i ukojenie