Mandarynka kwitnąca pod koniec lata postanowiła pocieszyć oczy zimowych zmarzluchów i zaowocowała.
Piękne, coraz większe mandarynki wiszą na delikatnych gałązkach. Nawet zaczęły się wybarwiać. Zastanawiam się jak takie malutkie drzewko utrzymuje na sobie tyle owoców.
Na pierwszej fotografii widać tylko część owocków - reszta przezornie zakryta listkami.
Niestety, człowiek wścibski i dociekliwy jest i na drugiej odwróciłam ją bokiem, aby zademonstrować obfitość. Na trzeciej bezczelnie pokazałam ją od tyłu.
Większość roślin nie lubi, aby przekręcać, ustawiać je jak człowiekowi się podoba (jakie to ludzkie:))
Po skończeniu sesji fotograficznej ustawiłam ją tak jak było na początku (po co biedaczka ma się stresować i pogubić dzieci).
Niektórzy może pamiętają kaktusik świąteczny,
kupiony parę lat temu i prezentowany wraz z życzeniami świątecznymi.. Muszę przyznać, że to kapryśny agent.
Robi co chce. Czasem podupadał na zdrowiu. Kwitł rzadko, kiedy mu się zachciało.
Postanowiłam go zdyscyplinować. W listopadzie wyniosłam do piwnicy i przestałam podlewać. Pomyślałam, że może stres dobrze na niego wpłynie i wtedy pokaże się z najlepszej strony.
Oczywiście ryzykowałam. Mógł nie przetrwać moich doświadczeń.
W połowie grudnia przyniosłam go z powrotem, zrobiłam prysznic, zaczęłam podlewać.
Wprawdzie opóźnił się - teraz zaczął kwitnąc - ale sprawił mi wielką radość.
Gdy rozkwitną wszystkie pąki , będzie jeszcze piękniejszy