sobota, 19 lutego 2011

Ekologia




Przyzwyczajamy się powoli do różnych wyskokowych akcji ekologów.Pada wiele pięknych haseł. A to aby zmienić trasę obwodnicy Augustowa(nie niszczyć przyrody), a to blokuje się projekty budowlane.

Jakoś mało słychać o ekologach gdy przedsięwzięcia są niespektakularne, mało nośne, z beznadziejnie małymi szansami na wypływ gotówki do zielonej organizacji.

Takie hasło np. Reperuj swój sprzęt AGD i RTV zamiast wyrzucać i zaśmiecać środowisko

Czy ktoś coś takiego słyszał?

W Szwecji powstają osiedla, gdzie ludzie użytkują wspólnie np. samochód. Kilka rodzin wspólnie utrzymuje i korzysta z auta.

Jakżeż mi się marzy szwedzki cud


Ciekawe co na to polscy ekolodzy?

wtorek, 15 lutego 2011

Bukiet



Piękne
Prawda?


środa, 9 lutego 2011

Remanent w ogródku

jodła koreańska




Ostatnie dwa dni przeznaczone zostały na prace fizyczne.
Najpierw kupiłam maść na roślinne rany.
Z męską pomocą przystąpiłam do dzieła.
Dwa dni cięliśmy, rżnęliśmy, usuwaliśmy, opatrywaliśmy skaleczenia, porządkowaliśmy.
Mój ogródek(całkiem małych rozmiarów) zyskał nowe oblicze.

Obcięty został jeden pień brzózki.

Obawiałam się tego, bo to drzewko czarodziejskie, ma swój urok.
Okazało się, że wyraźnie odmłodniało. Gdyby ktoś nie wiedział, że były dwa pnie, to nie zauważyłby różnicy. Stoi teraz tak dumna i swobodnie pnie się w górę.

Radykalnie przycięta została również lipka. Zostały tylko pnie do wysokości 2,5m
Tak się z takimi drzewami robi, choć serce boli patrzeć w tej chwili.
sosna czarna


Moje sosny czarne(8m) mają poobcinane gałęzie na dole do wysokości ogrodzenia. Sprawiają wrażenie panien w miniówkach.
Wokół ogrodzenia rosły tuje, wszystkie poprzycinane do wysokości ogrodzenia.
Cóż, z nimi nie wiążę specjalnych nadziei.
Biorę pod uwagę całkowite ich usunięcie , ale już nie w tym roku.
Przestały zdobić. Niestety dzięki mojej niewiedzy - za późno zaczęłam przycinać.
metasekwoja

niedziela, 6 lutego 2011

Leżąc na brzuchu

Przewracam się leniwie z boku na bok, puszczam swobodnie myśli - niech zażyją swobody.
To pobiegną tu, to tam. Zatrzymają się nad jakimś zagadnieniem. Płyną dalej swobodnie.
Rozważania przykuło słowo "ciasta". Myśli skupiły się nad nim. Takie konotacje przywołuje. Od razu daje odniesienie do wyobraźni.
Taka Pavlowa, bezą zwana.
Co za wygląd, co za smak. Na samo wspomnienie ślinka leci. Oblizywać się trzeba. Nawet na leżąco.
Myśli przechodzą płynnie dalej.
No tak, no tak.
Właśnie dziś miał odbyć się finał akcji w czasie której działacze na rzecz praw konsumentów i zdrowego rozsądku w Polsce ogłosili zamiar podjęcia masowego „przedawkowania” środków homeopatycznych.
Znalazł się nawet jakiś lekarz, który usiłuje uświadomić: "Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że homeopatyczne tabletki nie są ani „ziołowe” ani ” naturalne”- nawet homeopaci przyznają, że tabletki w rzeczywistości zawierają jedynie cukier i wodę.
No proszę, proszę.

Biorą ci ludzie jakieś tabletki z cukru i wody i myślą, że im pomaga?

Nawet niemowlęta tak myślą i poddają się zbiorowej psychozie.
Bo niemowlęta w dzisiejszych czasach są już tak zdolne, że mogą ulec efektowi placebo(skuteczne syropki na kaszel)i sam widok butelki z homeopatykiem powoduje zmniejszenie dolegliwości.

To się narobiło. Kto by pomyślał? Jeszcze nie tak dawno niemowlęta były zupełnie głupie i nieuświadomione w tym względzie.

Myśli krążą sobie dalej.
Szczepionki
Przecież np. wirusy do szczepionki na polio hoduje się m.in. na nerkach małp. Zdarzyło się, że niektóre z tych zwierząt były nosicielami białaczki.
Gdyby u dziecka obniżyła się odporność, może dojść do wyklucia choroby.
W ogóle w szczepionkach konserwantami są toksyczne substancje, takie jak rtęć(tiomersal), tlenek aluminium, formalina, antybiotyki.

Nawet zdarzają się złośliwcy, którzy obwiniają szczepienia tymi niechlujnie przygotowanymi preparatami, o wywołanie epidemii współczesnych chorób: ADHD, autyzmu.

Kiedyś czytałam o niedbałości firm je produkujących w trzymaniu standardów bezpieczeństwa.
Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale chyba jest tak, że firmy produkujące mają się same kontrolować?

No to co to ma wspólnego z ciastem?

Tak sobie snuję rozważania, że lepiej i bezpieczniej pójść w pochód z hasłem o szkodliwości ciast - powodują tycie, a to jest przyczyną wielu chorób.

Natomiast homeopatia?
Jak ludzie chcą jeść ten cukier to niech sobie jedzą.
Komu to szkodzi? Lub inaczej: kto na tym traci?

P.S.
W myśl tej zasady bezsensowne jest ogłaszanie, że można leczyć klimatem(uzdrowiska won).

sobota, 29 stycznia 2011

Ludzie Boga



Ludzie Boga. Każdy jakoś, na swój własny sposób, wyobraża sobie takich ludzi.
Jedni podziwiają, inni lekceważą. Wszystko zależy od doświadczeń jakie mamy.
Zwykle znamy jednak ludzi Kościoła, niewiele mających wspólnego z pierwszymi.

Film oparty na faktach - zainspirowany wydarzeniami, które miały miejsce w Tibhirine w Algierii, między 1993 a 1996 rokiem.

W górach Maghrebu znajduje się klasztor trapistów. Ośmiu francuskich mnichów żyje pośród ludności muzułmańskiej. Wiodą spokojny przepełniony pracą i modlitwą żywot.
Pomagają muzułmańskiej ludności we wszelkich sprawach- poczynając od zdrowia(jeden z nich jest lekarzem), na wszelkich sprawach dotyczących urzędów.
Katolicy i muzułmanie żyją w doskonałej symbiozie. Harmonijnie układa się im wspólne sąsiedztwo.
Urzekające krajobrazy, muzyka chóralna. Wyciszona, kontemplacyjna, uduchowiona atmosfera.

W sielski ten spokój wkraczają bojówki muzułmańskie. Ze swoim fundamentalizmem, brakiem tolerancji, okrucieństwem.

Mnisi zdają sobie sprawę, że pozostanie w tym miejscu może skończyć się dla nich tragicznie. Stają przed wyborem- opuścić miejsce, czy zostać.

I jest to wybór miary takiej czy zostać tu w głodzie, bezbronnym, bez żadnej możliwości ratunku(tak jak ludność tubylcza), czy pojechać w nowe, bezpieczniejsze miejsce.
Przecież chęć życia jest taka oczywista wszystkim.
Motywy wyborów nie są jednakowe, ani oczywiste dla żadnego z nich.

Wyjątkowa jest scena kolacji, gdy przyjeżdża do nich mnich-gość.

Na stole staje wino.
Wspólnota dzieli się nim, jeden z nich włącza muzykę P.Czajkowskiego "Jezioro Łabędzie".

Wszystkim nasuwa się obraz ostatniej wieczerzy, wzmocniony muzyką (a przecież pamiętamy, że Zygfryd i Odetta musieli umrzeć, aby nie pozwolić zwyciężyć złu nad dobrem).


Film jest niezwykły.
Można by powiedzieć o odkrywaniu Boga w sobie. O godności, o człowieczeństwie, wyborach i ich konsekwencjach.

Polecam

P.S. Jakie to dziwne. Dopiero co podejmowałam temat o wyborze boskości w człowieku, a tu taki film. A jaki aktualny, przy destabilizacji sceny politycznej w Afryce północnej.

Piotr Czajkowski - Jezioro Łabędzie (całość)

środa, 26 stycznia 2011

Miarą dobrą, natłoczoną,

(zdj. z sieci)

Dyzio nie ma tajemnic. Wszyscy wiedzą , że ulubionym jego zajęciem jest oddawanie się marzeniom.
Lubi też Dyzio wylegiwać się(zwłaszcza pod lipką).

Dyzio generalnie jest uczynny , a poza tym lubi przejażdżki swoim sfatygowanym super, hiper autkiem.
Poproszono Dyzia o pomoc przy zakupie jabłek. Miało ich być dużo, pięknych i wszystkich smaków.

Dyzio ma swoje specjalne miejsce na rynku gdzie kupuje jabłka.
Jest ich tam przynajmniej z 15 odmian, są równe, dorodne, wybarwione, muśnięte słońcem.
O smaku kwaśnym, słodkim, gruszkowym, twarde, miękkie itd.

Same wchodzą do rąk i zachęcają wyglądem i zapachem do spróbowania.

Zadowolony z siebie Dyzio, że ma pretekst wywlec autko na drogę wyruszył z samego rana na zakupy.
Jabłek miało być ponad 10kg, więc dzielnie autko wbrew przepisom zatrzymał niedaleko straganów(coby najmniej się nadźwigać).
Po wybraniu do pięciu toreb jabłek wszelkich smaków Dyzio zadowolony z siebie, choć ugina się pod ciężarem, wraca radośnie do samochodu.
Stoi przy nim mundurowy.
Dyziowi to niestraszne- nie raz takiego widział.
Policjant grzecznie prosi o dokumenty - nic nie wie, że Dyzio postanowił właśnie dziś nie obarczać się pilnowaniem dokumentów i zostawił je w domu.
Dyzio robi się bardzo malutki . Mówi jak się nazywa, pokazuje kwit z listu poleconego wysyłanego poprzedniego dnia.
Dzielnicowy zaczyna coś wymieniać jakieś kwoty 650zł
Dyzio oczyma wyobraźni żegna się już z biletem lotniczym do XXX, widzi swoją kasę znikającą w bezdennym worze skarbu państwa, milczy.
Nagle jak przez mgłę słyszy i uszom nie wierzy: Czy to Dyzio ocalił nieszczęsnego bezdomnego przed zamarznięciem?
Kiwa głową na tak.

Policjant popatrzył, uśmiechnął się i oświadczył, że skończymy dziś na upomnieniu.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Poszukiwania siebie

"Nie jestem ani świętokradcą, ani nikim uprzywilejowanym
Może nie jestem kompetentna ani doskonała
ale jestem obecna"


Moje szczęście to ja
a nie ty
Nie tylko dlatego, że możesz być kimś tymczasowym
Ale też dlatego, że chcesz żebym była
Kimś kim nie jestem
Nie będę szczęśliwa, jeżeli się zmienię
Tylko po to, żeby zaspokoić twój egoizm
Nie podoba mi się,
Kiedy krytykujesz mnie za to, że nie myślę
Twoimi myślami i nie widzę
w taki sposób jak ty. Nazywasz mnie buntownikiem
Jednak za każdym razem kiedy odrzucam
Twoje przekonania, to ty buntujesz się przeciwko mnie
Nie próbuję ukształtować twojego umysłu
Wiem, ze wystarczająco mocno starasz się być po prostu sobą
I nie mogę pozwolić ci, żebyś mówił mi kim mam być
Bo jestem skoncentrowana na tym , żeby być mną

.........................................................

Powiedziałeś, że jestem przezroczysta
I łatwo o mnie zapomnieć
Ale dlaczego w takim razie próbowałeś wykorzystać moje życie
Do tego, żeby udowodnić sobie, kim jesteś? "
Michele

Często zdarza się, że ulegamy cudzym wpływom.
Może kogoś kochamy albo bardzo szanujemy i kierowani pozytywnymi uczuciami dajemy się usidlić w zależności.
Na początku nie jest to specjalnie odczuwalne.
Po pewnym czasie okazuje się, że czujemy się coraz bardziej zniewoleni. Czasem nawet nie uświadamiamy sobie co sprawia, że czujemy dyskomfort, czujemy się coraz gorzej.

Nasze JA daje wtedy znać, że przestaliśmy realizować swoją indywidualną drogę w życiu.
Mamy obowiązek wobec siebie: zachować niezależność.
Po to aby móc się rozwijać z innymi, każdy musi rozwijać się oddzielnie.
Różnice są dla miłości i bliskości wyzwaniem, a nie zagrożeniem.
Niedobrze jest podporządkować się komuś.
To jest niewątpliwie trudne.
No i co z tego?
Realizacja rzeczy trudnych daje wielką satysfakcję.